środa, 30 lipca 2014

Rozdział 7

||Charlie||

Naprawdę liczyłam, że Zayn naskarży na mnie. Dobrze wie, że mam wiele wspólnego z jego „gejowskimi” zdjęciami. Domyślałam się, że nie pójdzie do dyrektorki od razu. Zakładałam, że poczeka jakiś dzień, czy dwa bo może oczekiwał przeprosin i odkręcenia tej afery ze zdjęciem. Ja nic nie zamierzałam odkręcać. Minął pierwszy dzień, drugi, trzeci, a nawet czwarty i piąty, a nadal nie dostałam wezwania do dyrektorki, czy rewizji pokoju. Może czeka na jakiś szczególny moment? Ale po co? Przecież może się mnie tak łatwo pozbyć. A może myśli, że teraz będzie mnie trzymać w niepewności i strachu? Jeśli tak, to obrał beznadziejną koncepcję, bo tylko czekam, aż mnie stąd wywalą i Noah kolejny raz będzie wkurzony, a ja nie pierwszy i nie ostatni raz dostanę wykład, że nie tak mnie matka wychowała. Niech mamy w to nie miesza, ona na pewno jest ze mnie dumna.
-Charlie, powiesz mi w końcu czemu chciałaś zemścić się na Zayn'ie? -Perrie nie dawała mi spokoju. Często się o to pytała, a ja za każdym razem ją zbywałam. To nie jest jej sprawa.
-Nie. -krótko i konkretnie jej odpowiedziałam. Chce się dowiedzieć? Niedoczekanie. Nigdy jej tego nie powiem. To historia moja i Zayn'a i nikt nie ma prawa o nas wiedzieć. Ciekawe czy jego znajomi wiedzą, że kiedykolwiek w życiu Zayn'a była grzeczna dziewczynka, która nazywała się Charlie Carter.
-Czemu? Co on Ci zrobił, że nie chcesz o tym powiedzieć? -była bardzo wścibska, co powodowało moją irytację. Nie cierpię takich osób. Po co ja jej pomagałam? Teraz nie chce mi dać spokoju.
-Boże, Perrie nic mi nie zrobił! Chciałam Ci tylko pomóc, a ty odbierasz, że też miałam w tym jakiś interes. Nic mi do cholery nie zrobił i przestań być taka wścibska. Pomogłam Ci raz i tyle. Nie licz, że teraz będziemy najlepszymi przyjaciółkami, będziemy robić sobie selfie i wstawiać je na instagrama z dopiskiem „#BFF”. -moja irytacja wzięła górę. Nie mogłam się już powstrzymać, musiałam jej powiedzieć te wszystkie rzeczy.
-Właściwie to tak myślałam. Przecież bez powodu byś mi nie pomagała. Myślałam, że będziesz chciała się ze mną zaprzyjaźnić. -ona naprawdę jest głupia, czy tylko udaje?
-To źle myślałaś. Przykro mi Perrie, ale nie zamierzam się z tobą przyjaźnić. Nie widzisz, że twoje towarzystwo mnie męczy? -wiem, że nie było to miłe, ale musiałam się jej jakoś pozbyć. Wolałam zostać sama ze sobą i moimi problemami. Nie potrzebuję nikogo.
-Jeszcze tego pożałujesz. -niemalże wysyczała jak jakaś żmija w moją stronę i oburzona odeszła od mojego stolika, do którego często się dosiadała, po drodze rzucając tacą na ladę, gdzie kładzie się tace z brudnymi naczyniami. „Pożałujesz” to miała być jakaś groźba? I tak jej się nie boję. Co ona mi może zrobić? Zresztą mam to gdzieś. Niedługo Malik doniesie na mnie dyrektorce, a ja stąd wylecę i będzie idealnie.
***
Po dwóch tygodniach odkąd Zayn przyłapał mnie na ćpaniu, nadal nie zostałam wezwania do dyrektorki. Co z nim nie tak? Czemu jeszcze tego nie powiedział nikomu? Nie mam pojęcia co on knuje, ale muszę się tego dowiedzieć.
-Charlie? Wow. Ty... tu... w moim pokoju... dobrowolnie... -jąkał się zdziwiony Zayn. Powinien się czuć zaszczycony, bo nie przychodzę do nikogo z własnej woli.
-Jak widzisz. Musimy pogadać. Sami. -dodałam, zerkając na Louis'a, który leżał na łóżku i czytał książkę.
-Już mnie nie ma. -mruknął niezbyt zadowolony Tomlinson i zostawił nas samych.
-Co ty sobie ubzdurałeś w tej swojej pustej głowie?! Czemu od razu nie powiesz tego dyrektorce?! Przecież to jest bez sensu. Możesz tak łatwo się mnie pozbyć, ale nie. Najmądrzejszy Zayn Malik musi zrobić inaczej. Tylko po jaką cholerę to ciągniesz?! -co chwila podnosiłam na niego głos i gestykulując, wymachiwałam teatralnie rękoma.
-Uspokój się Charlie. Po pierwsze: Po co mam się Ciebie pozbyć? Po drugie: Lepszą zemstą będzie to, że zostaniesz w tej szkole, bo jest to dla Ciebie większą karą niż wylecenie z niej. Jeszcze się trochę ze mną pomęczysz. -chamsko się do mnie uśmiechnął. Wspominałam, że go nienawidzę.
-Teraz mówisz, że się z tobą pomęczę, a wcześniej nie zrobiłeś nic żeby mnie zatrzymać! -krzyknęłam w jego stronę i zamilkłam, zdając sobie sprawę z tego co powiedziałam.
-Wcześniej? -zdziwił się na moje słowa. Nie miał pojęcia o czym mówiłam, a ja za późno ugryzłam się w język.
-Znaczy nie wcześniej. Tak po prostu to powiedziałam. Nie wiem czemu. Słowotok. Czasami mówię głupoty. Zresztą nieważne. Pójdę już. -zaczęłam plątać się w słowach. Postanowiłam uniknąć dalszej dyskusji z Malik'iem i nadzwyczajnie wyszłam z jego pokoju. W duchu przeklinałam się za to jak bardzo dużą jestem idiotką. O mały włos się nie wygadałam! On nie może się dowiedzieć. Nie chcę żeby wiedział.
Gdy weszłam do pokoju, drzwi były otwarte, a co dziwne nie było tam Eleanor, tylko Perrie. Co ona do kurwy nędzy robiła w moim pokoju? Rozejrzałam się dookoła. Stała przy moim biurku i grzebała w moich szufladach. Co kurwa?
-Co ty robisz? -spytałam się jak najbardziej spokojniej, próbując jeszcze przez chwilę powstrzymać buzującą we mnie złość.
-Mówiłam, że się zemszczę. Musiałam coś na Ciebie znaleźć. -chytrze się do mnie uśmiechnęła, jak gdyby nigdy nic nie zrobiła. -Myślę, że dyrekcja się ucieszy, kiedy dowie się, że przechowujesz cały pakiet fajek w swoich szafkach. -machnęła mi pełnymi paczkami szlugów przed oczami.
-Oddaj to. -nie miałam większego problemu z tym, aby wyrwać jej te opakowania. Edwards nie należała do najwyższych, więc poszło szybko i łatwo z odebraniem jej mojej własności. -A teraz stąd wypierdalaj, chyba, że wolisz, abym wyszarpała Ci te twoje platynowe kudły z głowy. -wciąż byłam wyjątkowo spokojna, ale to tylko kwestia czasu. Wystarczy jej jeden zły ruch, a będzie po niej.
-Tak myślałam sobie, czemu chciałaś zemścić się na Zayn'ie. Nie wyglądasz na taką, która pomaga każdej biednej, obrażanej dziewczynce. To było zbyt banalne. Zayn wpadł Ci w oko i nadzwyczajnie w świecie dał Ci kosza, a ty zdesperowana z tego powodu, chciałaś aby cierpiał, bo złamał Ci serce. -serio? Taką sobie wersję wymyśliła? Do oryginału jej trochę daleko.
-Jesteś suką. Naprawdę jesteś suką. Nie, Zayn ani trochę mi się nie podoba i może miałam powód, aby się na nim zemścić, ale to nie twój zasrany interes! -ostatnie słowa wykrzyczałam. Koniec spokoju. Jak ona śmie w ogóle coś takiego stwierdzać?
-Jak przykro. Biedna Charlie Parker rozrywana przez chłopców na wszystkie strony ma złamane serce przez szkolnego bad boy'a. Idź wypłacz się mamie i poskarż się jakie tu są straszne osoby. -śmiała mi się prosto w twarz. Próbowałam się powstrzymać, ale kiedy wspomniała o mojej mamie, nie wytrzymałam. Rzuciłam się na z pięściami. Szarpałam ją za włosy, kopałam, cokolwiek by wyładować swoją złość.
-Nie masz prawa wspominać o mojej mamie! -krzyczałam, wciąż szarpiąc ją za włosy. Ona nie była dłużna, bo próbowała się bronić i muszę przyznać, że dziewczyna miała siłę. Nie obchodziło mnie nic dookoła. Dopiero kiedy poczułam duże męskie dłonie odciągające mnie od blondyny, zdałam sobie sprawę, że nie byłyśmy same. Miałam wszystkiego dość. Dość Perrie i tej cholernej szkoły. Osoba, która mnie odciągnęła od Edwards, przyciągnęła mnie do swojej klatki piersiowej. Dopiero wtedy zorientowałam się, że płakałam. To przez wspomnienie o mamie. Bolesne wspomnienie. Tak bardzo chciałabym się do niej przytulić i usłyszeć z jej ust, że wszystko będzie dobrze. Osobą, która mnie przytulała, okazał się być Zayn. Nienawidziłam go z całego serca, ale w tamtym momencie za nic w świecie nie mogłam go odepchnąć. Poczułam się jak kiedyś. Kiedy miałam 10 lat, pobiłam się z jedną z „koleżanek ze szkoły”, a Malik wtedy tak samo nas rozdzielił i potem pocieszał. Historia lubi się powtarzać... Tylko, że ja już dla niego nic nie znaczę, a on dla mnie wręcz przeciwnie... Może i go nienawidzę, ale jednocześnie potrzebuję. Wylewałam swoje łzy w klatkę piersiową Zayn'a, a on uspokajająco głaskał mnie po plecach, wciąż mocno trzymając przy sobie. A może mnie poznał? Tak bardzo bym chciała, aby wiedział, że jestem TĄ Charlie. Ale mnie zostawił... Może on nie chce tego wiedzieć? A może chce? Może żałuje, że zostawił TĄ Charlie? Ale ja nie mogę mu powiedzieć.
-Wszystko w porządku Charlie? -odezwał się Zayn. Jego głos przywrócił mnie do przytomności. Odepchnęłam go od siebie i jak najszybciej znikłam za drzwiami łazienki. Matko, co ja zrobiłam? Pokazałam mu, że jestem słaba. Pokazałam ZAYN'OWI, że jestem słaba. Popełniłam ogromny błąd. Jak mogłam być taka głupia? Jak mogłam pozwolić, aby mnie przytulał i płakać w jego koszulkę? Jestem dla niego nikim. NIKIM. Jak mogłam pomyśleć, że on za mną tęskni? Że on chce mi pomóc? Jestem taką idiotką...
-Przepraszam mamo... -szepnęłam sama do siebie i wyciągnęłam z mojej kosmetyczki żyletkę. Mocno zacisnęłam wargi i ze łzawiącymi oczami przejechałam ostrzem po nadgarstku. Nie powiem, bolało i to bardzo. Ale o to chodziło. Ból fizyczny miał chwilowo sprawić zapomnienie o bólu psychicznym. Czemu najbliższe osoby mnie zostawiają? Czemu Zayn nie przyszedł? Czekałam na niego, a on nie przyszedł. Czemu mama umarła? Czemu do cholery ona mnie zostawiła? Czemu znalazł się ten jebany dawca i pozwolił mi żyć? Boże, czemu? Czemu mnie tu jeszcze trzymasz. Ja nie chcę żyć. Nie chcę tu być. Zabierz mnie stąd Boże. Chcę do mamy. Chcę ją przytulić. Chcę jej się wypłakać. Chcę jej powiedzieć jak bardzo ją kocham. Nie zdążyłam jej tego powiedzieć, przed jej śmiercią.
-Kocham Cię mamo... -wyszeptałam kolejne słowa i zrobiłam następne nacięcie. Trzęsą mi się ręce. To normalne u takich jak ja. Nie dość, że ćpunka to jeszcze masochistka. Gdzie teraz jest mój tata? Co teraz robi mój braciszek? Czemu oni też mnie zostawili? Czy kiedyś będę mogła jeszcze przytulić mojego brata? Czy w ogóle kiedyś go jeszcze zobaczę? Znam go tylko z fotografii zrobionej tuż po porodzie. A potem tata go zabrał ze sobą. Nie wiem gdzie. Mama zawsze mówiła, że tata wyjechał z bratem, bo tak będzie dla wszystkich lepiej. Nawet nie znam imienia mojego braciszka. Mama nie chciała powiedzieć. To chore.

-Pomóż mi Zayn... -szepnęłam niemalże nie słyszalnie i ponownie przejechałam żyletką po zranionym już nadgarstku. Co ze mną jest nie tak? To przeze mnie on nie przyszedł. On nie jest taki. Bez powodu by mnie nie zostawił. Musiałam coś zrobić, aby chciał żebym wyjechała. Na pewno coś zrobiłam. Jestem beznadziejna.


___________________

Hej.

Jeszcze tego nie pisałam tutaj, więc teraz napiszę. Nie przypadkowo wybrałam ten rozdział do tej notki. To opowiadanie jest dla mnie szczególnie ważne. Z jednej strony pisanie tego ff sprawia mi przyjemność, bo mogę mówić w rozdziałach pod osobą Charlie o swoich uczuciach, a z drugiej ból, bo to opowiadanie przywołuje wiele wspomnień, czasami dobrych, a czasami złych, tych o których nie chcę pamiętać. Nie bez powodu nadałam Charlie taki, a nie inny charakter. Ma coś ze mnie. Jedyne co nas różni to to, że moja mama żyje i moi przyjaciele nie zostawili mnie w taki sposób, w jaki Zayn zostawił Charlie i przede wszystkim, moi przyjaciele nie wrócili do mnie, tak jak Zayn chciałby wrócić do Charlie. Wszystko inne takie same. wszystko... Więc rozumiecie dlaczego dla mnie to opowiadanie jest takie ważne.
Nie musicie pisać żadnego "przykro mi" czy coś takiego w komentarzach. Ostatnio usłyszałam, że takie osoby, jak ja nie potrzebują współczucia. Napisałam to tylko, abyście.. w sumie nie wiem po co. Chciałam żebyście wiedzieli czemu Charlie taka jest i tyle. :)

~Emily

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 6

||Charlie||

-Zemsta będzie słodka. -powiedziała Perrie pod nosem, rozwieszając na szkolnych ścianach przerobione zdjęcie Malika. Oh, będzie słodka, będzie. Wszystko szło zgodnie z planem. Całe szczęście, że tak bardzo interesuję się informatyką. Nie miałam większego problemu z zhakowaniem kamer na szkolnych korytarzach. Idealnie. Szybko nam poszło z rozwieszeniem zdjęć. Gdy skończyłyśmy, zostało nam nawet trochę czasu na śniadanie. Gdy podeszłyśmy do lady po swoją porcję, starsza kucharka narzekała, że każdy już wziął i nie powinna nam dać, ale że nie chce, abyśmy chodziły głodne, w końcu nam dała należną porcję. Zajęłyśmy miejsca przy jednym z wolnych okrągłych stolików i zaczęłyśmy jeść niezbyt dobre śniadanie. Przyzwyczaiłam się już do średniej jakości posiłków. Da się przeżyć, jednak i tak jem tyle, aby zaspokoić podstawowe potrzeby mojego organizmu. Nie dałabym rady zjeść ani grama więcej ze względu na jego smak. Jedyne co mi tutaj smakuje to woda, nawet chleb jest nie dobry. Może przesadzam, cóż, mam delikatne kubki smakowe. Wiele osób zaczęło wychodzić ze stołówki. Malik i reszta jeszcze siedzieli. Na stołówce dało się usłyszeć z korytarza śmiechy osób, które już wyszły z niej. Czyżby śmieli się z geja Malika? Nasza gwiazda siedziała niczego nie świadoma przy stoliku i jadła powolnie czekoladowe chrupki z mlekiem. Oh, jeszcze będzie czas, aby się dowiedział. Razem z Perrie wyszłyśmy ze stołówki, a Zayn i jego znajomi zaraz po nas. Szłyśmy wolnym krokiem, aby móc zobaczyć co się zaraz stanie. Gdy Malik wyszedł na korytarz, śmiech uczniów stał się jeszcze głośniejszy. Wiadomo co było tego powodem.
-A im co tak do śmiechu? -spytał jak zwykle tym swoim aroganckim tonem Zayn. Oh, uwierz, mają ogromny powód do śmiechu.
-Nie wiem. -Niall, który szedł obok niego, wzruszył ramionami.
Nikt nie zwrócił mu uwagi, nikt nie zaczepił, nikt nie posłał opryskliwego komentarza. Każdy jedynie się śmiał, a Malik nie miał pojęcia, że to on jest powodem tych drwin.
-Zayn, spójrz. Oni się z tego chyba śmieją. -Liam podał mu zdjęcie, które cieszyło się dzisiaj ogromnym zainteresowaniem w tej szkole.
-Co to kurwa jest? -wrzasnął Malik na cały korytarz.
-Stary, mogłeś powiedzieć. Teraz boję się spać z Tobą w jednym pokoju. -odezwał się Louis, który śmiał się równie głośno, jak inni.
-Ja nie jestem gejem -krzyknął, a każdy na korytarzu spojrzał się na niego. Mina Zayn'a była bezcenna. Musiał czuć się poniżony, a zarazem wściekły. Wtedy zaczęły się szepty i wytykanie palcami. Oh, jak cudownie. Poczuje się tak, jak czuła się Perrie. Poczuje się gorszy, tak jak czułam się ja.
-Zemsta naprawdę jest słodka. -szepnęła do mnie Perrie, aby nikt jej nie usłyszał. Nikt nie mógł się dowiedzieć, że to my za tym stoimy. Malik stał zdezorientowany na korytarzu, nie wiedząc co powinien zrobić. Nawet jego „przyjaciele” się z niego śmiali. Rozejrzał się dookoła, szukając jakiejś deski ratunku. Zatrzymał swój wzrok na Pezz i z grobową miną do nas podszedł.
-Co to do cholery jest?! -krzyknął na dziewczynę, podając jej przerobione zdjęcie. Blondynka nie wiedziała, co powinna odpowiedzieć. Wiedziałam, że w pewnym momencie spęka i zacznie panikować. Jej mina była bardzo przerażona. Musiał ingerować. Wzięłam od niej zdjęcie Zayn'a.
-Mój Boże, Zayn. -przyłożyłam dłoń do ust, udając zaskoczoną. -Nigdy nie spodziewałabym się tego po Tobie. Myślałam, że wolisz dziewczyny. Cóż, ale skoro wolisz chłopców, naprawdę nie musisz się ukrywać. Ja jestem bardzo tolerancyjna. Geje powinni mieć takie same prawa jak inni. Nie przejmuj się, to naprawdę nie jest nic złego. To nie twoja wina, że nim jesteś. Gejem trzeba się urodzić, nie miałeś na to wpływu. -mówiłam poważnym tonem, próbując powstrzymać się od śmiechu.
-Ty to zrobiłaś. -powiedział poważnym tonem w moją stronę.
-Jak możesz mnie oskarżać? Nie masz żadnych dowodów? -próbowałam udać oburzoną. Tym razem to Perrie zaczęła się śmiać.
-Co ja Ci takiego zrobiłem, że mnie tak nienawidzisz? Cały czas byłem dla Ciebie miły, chciałem się z Tobą umówić, a ty się na mnie mścisz? Wiesz ile dziewczyn chciałoby się ze mną umówić? Co z tobą jest nie tak? Czemu jesteś taka wredna? Każdy w tej szkole próbuje być dla Ciebie miły, a ty każdego odpychasz i ranisz. Czy w ogóle masz uczucia? -wykrzyczał te pytania w moją stronę. Wyglądał groźnie w tym momencie, jednak nie dla mnie. Kogo jak kogo, ale Zayn'a nigdy nie mogłabym się bać, nawet jeśli przystawiłby nabity pistolet do skroni.
-Uczucia? Nie nie mam. Już dawno się ich pozbyłam. -odpowiedziałam sarkastycznie, próbując aby mój śmiech brzmiał wiarygodnie. Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść w przeciwnym do niego kierunku, a zaraz za mną dreptała Perrie. Dziewczyna nie ustępowała mnie na krok. Gdzie byłam ja, tam i ona. To było trochę irytujące. Dasz palec, weźmie całą rękę... I dosłownie było tak teraz. Obiecałam jej zemstę na Maliku i dotrzymanie towarzystwa, ale nie przyjaźń. Ona to chyba trochę inaczej zinterpretowała. Nie lubiłam obtaczać się zbyt dużym gronem przyjaciół. Tak, zdecydowanie jestem typem samotnika. Mam jedynie Gemmę, która niestety nie może być przy mnie.
-Wkurzył się. -podsumowała Perrie zachowanie Zayn'a, kiedy zajęłyśmy miejsce w klasie.
-I co z tego? -wzruszyłam ramionami. Jakbym nie zauważyła, że był zły.
-Co z tego? Na to, że udało nam się! Zemściłyśmy się na nim! -mówiła podekscytowana. Przewróciłam oczami na jej zachowanie.
-Od początku wiedziałam, że nam się uda. Nie mogło być inaczej. Bądź trochę ciszej, bo się wyda. -szepnęłam w stronę blondynki, która od razu na moje słowa spoważniała. Cóż, przynajmniej myślałam, że to na moje słowa. Tak naprawdę do klasy wszedł nauczyciel od historii i zaczęła się nudna, a nawet bardzo nudna lekcja. Nie obchodziło mnie to, o czym opowiadałam pan Johnson. Wojna secesyjna jest jednym z najbardziej nudnych tematów. Co mnie obchodzą jacyś Amerykanie i ich historia? Wystarczy, że wiem kto to Lincoln, nie muszę wiedzieć więcej. Odwróciłam wzrok od tablicy i przeniosłam go na osobę Zayn'a. Miał mocno zaciśnięte usta, był zdenerwowany. Widziałam to. Jego oczy były znacznie ciemniejsze, niż kiedykolwiek wcześniej. Skąd wiem, jak wyglądają jego oczy? Niechętnie muszę przyznać, że trudno jest się powstrzymać przed nie obserwowaniem go. Tak samo jak teraz, nie, że chcę to robić czy coś... mi po prostu trudno jest się powstrzymać przed tym. Co mi dała ta zemsta? Właściwie to nic. Satysfakcję? Nie, to chyba nie to. Po co mi jakaś pieprzona satysfakcja? Ma mi to sprawić przyjemność, że Zayn jest wyśmiewany? Nie, wcale mi nie sprawia to przyjemności, a chyba jednak chodziło o to, że powinno sprawić przyjemność... Bo co jest fajnego w ranieniu ludzi? Nie wiem. Naprawdę nie mam pojęcia. Nie chcę ranić innych, ale to robię. Robię to, ponieważ oni mnie też ranią. Jestem mściwą osobą i nawet jeśli będę się zapierać, że tak nie jest, to i tak wyjdzie, że jestem mściwa. To chyba jedna z największych wad. Mama zawsze mnie za to karciła. Nie raz siedziałam na dywaniku u dyrektorki, za to, że coś zrobiłam jakiejś dziewczynie. Raz (kiedy Zayn grał ważną rolę w moim życiu) jakaś dziewczyna śmiała się z tego, że Malik jest muzułmaninem. Nie mogłam jej tego darować. To był szczyt chamstwa. Pod wpływem złości zaczęłam okładać ją pięściami i ciągnąć za włosy. Oczywiście ona nie była mi dłużna i obie wylądowałyśmy na ostrym dyżurze. Ja z rozwalonym łukiem brwiowym, a ona z prawdopodobnie złamanym nosem. Nie wiem czy na pewno był złamany, bo od razu po tym wydarzeniu zmieniła szkołę. A miałyśmy tylko 10 lat. Tylko 10 lat. Mój zły charakterek od dawna zaczął się ujawniać.
-Co ty robisz? -spytałam Perrie, gdy po zajęciach zaczęła iść za mną.
-Idę z Tobą? -odpowiedziała retorycznie.
-To widzę. Raczej powinnam spytać się po co to robisz? Czy nie wyraziłam się jasno, że idę się przejść? Nie powiedziałam, że idę z Tobą. Sama, rozumiesz? Sama, bez Ciebie. -tłumaczyłam jej jak przedszkolakowi, ale takiej jak jej inaczej się nie da. Cóż, nie jest zbyt mądra i nic na to nie poradzę. Ewards oburzona odwróciła się w przeciwną stronę i zostawiła mnie samą. Poszłam w kierunku tzw. skosu. Usiadłam na ławce i zaczęłam wsłuchiwać się w dźwięk szumiącej wody w stawie. Dzisiaj minęły dosłownie trzy lata odkąd nie ma ze mną mamy. To były ciężkie trzy lata, a następne na pewno nie będą lżejsze i nic na to nie poradzę. W tamtym momencie miałam ogromną ochotę zapalić. Zaczęłam grzebać w kieszeniach bojówek w celu znalezienia paczki fajek. Zamiast nich natknęłam się na maleńką paczuszkę, w której było kilka niewielkich, okrągłych, białych tabletek. Zaczęłam obracać ją w dłoniach i rozważać wszystkie za i przeciw. Ciągnęło mnie do nich i to bardzo. Uzależnienie – kolejna rzecz, na którą nic nie poradzę. To cud, że przeżyłam bez nich ponad dwa tygodnie. Wyjęłam jedną tabletkę i po raz kolejny dokładnie jej się przyjrzałam, wcześniej upewniając się, że nie ma nikogo w pobliżu. Przymknęłam oczy i połknęłam narkotyk. Zostało tylko czekać aż zacznie działać. Wolałam nie zostawać na zewnątrz, to zawsze kończyło się źle dla mnie. Kiedyś pod wpływem dragów zachciało mi się pływać, a że nie umiem tego robić, o mały włos się nie utopiłam. Nie chcę powtórki z rozrywki. Jak najszybciej znalazłam się w swoim pokoju, opadając w nim na niezbyt wygodne łóżko. Wpatrywałam się w sufit, a świat wokół mnie zaczął wariować. Odleciałam do odległej, dostępnej tylko dla mnie krainy. Co z tego, że pewnie zaraz do pokoju przyjdzie Eleanor, bo trzeba będzie pójść spać? To naprawdę nie miało znaczenia. W moim świecie nie ma żadnej Eleanor i jej przyjaciół. W moim świecie nie ma Zayn'a. Nie chcę go tu. To on spowodował, że znalazłam się w tym świecie. Nikt inny. Może jestem bezczelna, obwiniając go o to, ale nie dopilnował mnie. Kolorowo, wesoło, cudownie. Gdzie jestem? W bajkowym świecie, gdzie nie ma żadnych problemów. Każdy tu jest szczęśliwy. Tu widzę mamę. Jest ze mną. Uśmiecha się, tak ja zawsze. Przytula mnie. Nie, jednak nie. To nie jest przytulenie. Ona na mnie krzyczy. Mamo, czemu na mnie krzyczysz? Co ja Ci zrobiłam? Czemu potrząsasz mną? Co jest nie tak?
-Charlie? Halo? -moja cudowna kraina wraz z mamą zaczęła się oddalać, a zamiast niej pojawiła się nade mną twarz Zayn'a. Musiałam się nieźle naćpać, żeby go widzieć.
-Malik? Serio muszę Cię widzieć? -spytałam od niechcenia.
-Co się z tobą dzieje? -zadawał kolejne pytania. A po co mu to do wiadomości?
-A co ma się ze mną dziać? -właściwie to nic. Tylko jestem naćpana i widziałam mamę.
-Od pół godziny próbujemy z Eleanor do Ciebie dotrzeć, nie reagowałaś na nic, mówiliśmy do Ciebie, a ty nic, nawet El Cię spoliczkowała i nadal nic. Ty tylko leżałaś, patrzyłaś się w sufit i śmiałaś się sama do siebie. Nie wspominając już, że twoje źrenice były nienaturalnie ogromne. Czego się najarałaś, albo co brałaś?
-Nie ma szans, żebym się z Tobą podzieliła. -jeszcze głośniej zaczęłam się śmiać. Zayn zaczął coś do mnie mówić, jednak go zignorowałam. Poszłam do łazienki i liczyłam, że jak wyjdę, jego już nie będzie. Jednak się przeliczyłam...
-Mogą Cię za to wywalić. -zaczął swój wykład.
-I właśnie o to chodzi. Myślisz, że teraz się cykam, że ktoś się dowie? Wręcz przeciwnie, będę się cieszyć jeśli dowie się o tym dyrekcja i mnie wywalą. Jeszcze nie zauważyłeś, że nie chcę tu być?
-Zamiast ćpać, nie lepiej byłoby pójść do dyrektorki i powiedzieć, że to ty stoisz za tymi zdjęciami? -uniósł jedną brew do góry, co w jego przypadku, wyglądało bardzo seksownie, ale nie mogłam tak o nim myśleć. To były przyjaciel. Zasady...
-Wkopałabym tym Perrie. To nie ona chce wylecieć, tylko ja. Zresztą po co ja Ci się tłumaczę? -byłam naprawdę głupia. Mszczę się na nim, a teraz mu się zwierzam. Nielogiczne.
-Tak się zastanawiam po co ty się z nią przyjaźnisz? -odwrócił się w moją stronę, oczekując odpowiedzi.
-Ja się z nią nie przyjaźnę. To, że z nią rozmawiam, to nie znaczy, że od razu jesteśmy przyjaciółkami. -prychnęłam pod nosem. Perrie nie mogłaby być moją przyjaciółką. Jest trochę próżna.

-Tak czy inaczej, spędzasz z nią czas. Dobra, może nie potrzebnie nazywałem ją dziwką, ale ona wcale nie jest taka święta jak Ci się wydaje. Ona jest podła. Jeszcze się sama o tym przekonasz. No chyba, że szybciej stąd wylecisz. -powiedział, wychodząc z sypialni. Właściwie to gdzie była Eleanor? Zayn mówił, że przyszedł z nią do pokoju, a jak dragi przestały działać, był tylko Zayn w pokoju. Dziwne. Zresztą, nie ważne.


______________
hejhej :)
Jak wam się podoba naćpana Charlie? xD I ogólnie co sądzicie o jej osobie? Szczerze to FF jest dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Nigdy nie przedstawiałam głównej bohaterki od tej złej strony, a tutaj ciągle jest pokazywana zła strona Charlie. Mam nadzieję, że nie wychodzi mi to aż tak źle. Wgl ostatnio dostałam jakiegoś przypływu weny i jest tak, że dzień piszę DFM, następnego dnia Help Me, a trzeciego TORN i w taki o to sposób dość szybko powstają trzy opowiadania xD za jakiś czas dam tu link do TORN, ale jeszcze nie publikuję, więc poczekacie jeszcze trochę :)

~Emily xx

wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 5

18.09.13 ||Charlie||

-Więc wymyśliłaś coś? -spytała się mnie Edwards po tygodniu od początku naszej znajomości.
-Masz jakieś zdjęcie, na którym się z nim całujesz? -odpowiedziałam jej pytaniem.
-Tak, ale po co Ci ono? -nie wiedziała jeszcze jaki wspaniały pomysł krążył po mojej główce.
-Zobaczysz. Po lekcjach przyjdę do twojego pokoju. -cwanie się do niej uśmiechnęłam i odeszłam od naszego stolika. Zanim wyszłam ze stołówki, kątem oka spojrzałam się na Zayn'a, który nie wiem czemu, obserwował mnie. Ugh... Co za palant! Nie ma u mnie szans. Poza tym nie mogłabym, nawet jeśli byłby najprzystojniejszym, albo ostatnim mężczyzną na świecie. Zasada. Nigdy nie zakocham się w przyjacielu, czy chociażby byłym przyjacielu. Miałam ostatnią lekcję, muzykę. Do dzwonka zostało kilka minut i część uczniów zaczęła się już schodzić do klasy. Standardowo zajęłam ostatnie miejsce w rzędzie przy oknie. Nie obchodziło mnie to, że należało już do kogoś. Jest teraz moje i tyle w temacie tego miejsca.
-Witam wszystkich. -nauczyciel wszedł do klasy równo z dzwonkiem, a zaraz za nim spóźnieni uczniowie czyli szanowny pan Malik i przyjaciele.
-Zajęła moje miejsce. -odezwał się dość głośno Zayn do młodego nauczyciela, wskazując na mnie palcem.
-I tak siedziałeś sam, ona też siedzi sama, co za problem, żebyś usiadł obok niej? -mówił od niechcenia mężczyzna. Widać było, że irytują go tego typu problemu.
-Ale... -zaczął mówić Malik, jednak nauczyciel mu przerwał.
-Albo siadasz z Charlie, albo siadasz na podłodze, albo wychodzisz z klasy i masz nieobecność. -machnął na niego ręką i usiadł za biurkiem, a Zayn spojrzał się na mnie i zmierzył mnie wzrokiem. Zrezygnowany podszedł do mojej ławki i usiadł na wolnym krzesełku tuż obok mnie. Odsunęłam się jak najdalej od niego, jakby miał mnie czymś zarazić, zresztą on zrobił podobnie.
-Jest jakiś chętny, aby zaśpiewać dzisiaj? -spytał się mężczyzna, rozglądając się po klasie. Od razu podniosło rękę wiele osób, ale ja do nich nie należałam. -Widzę, że wyjątkowo mamy mnóstwo chętnych, ale ja chciałbym posłuchać na początek pannę Parker. -swój wzrok zatrzymał na mnie.
-Ja nie śpiewam. -od razu zaprzeczyłam.
-To co tutaj robisz złotko? -cicho zaczął się chichotać.
-Wolę to niż tańce. -wyjaśniłam szybko mężczyźnie.
-Cóż, skoro jesteś na tych zajęciach, musisz zaśpiewać. Jeśli będzie aż tak źle, porozmawiam z dyrektorką, żeby przeniosła Cię na inne zajęcia. Z tego co wiem na dramie wszystkie miejsca są zajęte, ale może uda się wcisnąć jedną osobę, jak ładnie się poprosi, a teraz śpiewać. -puścił do mnie oczko, a ja zrezygnowana wstałam od stolika i poszłam na przód klasy. -Jeśli chcesz, mogę zagrać Ci coś na gitarze, albo pianinie. -zaproponował, gdy stałam już przy tablicy.
-Zna pan melodie do Kodaline – all I want? -spytałam się mężczyzny.
-Tego niestety nie znam. -od razu zaprzeczył, a ja zaczęłam rozmyślać co innego mogłabym zaśpiewać.
-Ja znam, mogę jej zagrać. -nagle odezwał się blondyn, który jak się nie mylę, miał na imię Niall.
-W porządku Niall, masz moją gitarę. -czyli się nie myliłam. Blondyn zaczął grać melodię, a ja zaczęłam śpiewać pierwsze słowa. To moja jedna z ulubionych piosenek.
(…)
See you brought out the best of me /Widzisz wyciągnąłeś ze mnie to co najlepsze
A part of me I've never seen /Część, której nigdy nie widziałam
You took my soul and wiped it clean /Wziąłeś moją duszę i wytarłeś ją do czysta
Our love was made for movie screens /Nasza miłość nadaje się na scenariusz
(…)
I'll find somebody /Znajdę kogoś
Like You /Takiego jak ty

Czułam, że śpiewam tą piosenkę o mojej przyjaźni z Zayn'em, mimo że piosenka była o miłości. Nasza przyjaźń w przenośni nazywana była miłością. To wszystko przez niego. Przez niego spadłam na samo dno. To on mnie wepchnął w to gówno. Nikt inny, tylko on. Zabrał to co najlepsze.
-Nie rozumiem panno Parker, czemu uważasz, że nie śpiewasz. Masz przepiękną barwę głosu, nie fałszujesz. -zaczął wychwalać mnie nauczyciel, a ja wywróciłam oczami.
-Po prostu nie śpiewam. -odpowiedziałam mu, siadając w ławce obok Zayn'a.
-Ja mówie prawdę. Dobrze Ci to wychodzi. Swoją drogą brzmisz jak damska wersja Louis'a. -powiedział, cicho cichocząc, na co się lekko skrzywiłam.
-Jeszcze może wyglądam jak on? -odpowiedziałam ironicznie niezbyt odpowiednim tonem, jak powinnam odzywać się do nauczyciela, ale wkurzył mnie. Nie chciałam być porównywana do żadnego z tych idiotów.
-W sumie to z wyglądu też jesteście podobni. Jesteście może jakoś spokrewnieni? -jej, ale on był dociekliwy. Jeszcze tego brakowało, abym była spokrewniona z Tomlinsonem...
-To by była zbyt ryzykowne, proszę pana. Wystarczy, że Liam jest jej kuzynem. -zaśmiał się Louis, a ja wolałam tego nie komentować. Liam nie był moim kuzynem.
Przez resztę lekcji nie uważałam szczególnie. Kilka osób śpiewało, inni rozmawiali po cichu, a ja siedziałam w ławce z Malikiem, który bazgrał coś w zeszycie, a ja stukałam długopisem w blat ławki. Gdy tylko zadzwonił dzwonek, szybko wstałam od ławki i skierowałam się do wyjścia, trącając barkiem Malika.
-Mogłabyś uważać? -wrzasnął za mnie wielki książę Zayn.
-Nie, nie mogłabym. -odpowiedziałam mu ironicznie i odwróciłam w stronę drzwi, jednak on złapał mnie za nadgarstek i pociagnął w swoją stronę.
-Masz szczęście, że jesteś taka ładna, bo inaczej nie byłbym dla Ciebie taki miły. A to, że jesteś niegrzeczna, jeszcze bardziej mnie pociąga. Zobaczysz, że jeszcze będziesz moja. -wyszeptał niskim, zachrypniętym głosem wprost do mojego ucha, co muszę przyznać, podobało mi się. Lubiłam niegrzecznych chłopców i cóż... Zayn taki był. Ale nie mogłam mu ulec. Zasada. Gdyby kiedyś nie był moim przyjacielem, mogłabym z nim być, ale był, więc nie mogę. Położyłam delikatnie dłonie na jego klatce piersiowej, aby go zmylić. Delikatnie uśmiechnęłam się w jego stronę, po czym z całej siły odepchnęłam go od siebie i odeszłam. Jego mina była cudowna. Nie mogłam powstrzymać cichego chichotu. Od razu skierowałam się do swojego pokoju, z którego wzięłam laptopa i nie zwracając uwagi na Eleanor rozwaloną na jej łóżku, chciałam opuścić to pomieszczenie.
-Gdzie idziesz? -spytała się, podnosząc na łokciach do góry.
-Do Perrie. -odpowiedziałam obojętnie. Nie przepadałam za całą ich bandą, wolałam trzymać się od nich z daleka. Są fałszywi.
-Ah, ok. Charlie, ja wiem, że możesz nas nie lubić za Perri, ale to Zayn'a wina, nie nasza. My wolimy z nim nie dyskutować. On i tak robi jak chce, a jak ktoś mu się stawia, jest zły. -zaczęła mówić Eleanor, a mi nie mieściło się w głowie, że Zayn aż tak bardzo się zmienił.
-Jasne, coś jeszcze? -spytałam się ironicznie, chcąc jak najszybciej uwolnić się z jej towarzystwa.
-Perrie nie jest taka, jak Ci się wydaje. Każdy kto miał z nią do czynienia, żałował, że się z nią zadawał. Z nią jest tak, że jak dasz jej palec, ona weźmie całą rękę, tylko pewnie zauważysz to trochę za późno. -taa, a co ona może o tym wiedzieć? Nie zna jej.
-Nie znasz jej. -powiedziałam na głos swoje myśli.
-Znam Perrie lepiej niż ty. Przyjaźniłam się z nią, dopóki nie zaczęła przystawiać się do Louis'a. Perrie była słaba z chemii, a że Lou dobrze radził sobie z tego przedmiotu, poprosiłam go, aby jej pomógł. Skończyło się tak, że próbowała zaciągnąć go do łóżka, a potem zrobiła wielką dramę, że Louis chciał ją zgwałcić. -wytłumaczyła mi, a ja nie chciałam jej dłużej słuchać.
-Nie mam chłopaka, więc nie zaciągnie go do łóżka. -powiedziałam, wychodząc z pokoju, który muszę dzielić z panną Calder. Od razu skierowałam się do pokoju Edwards. Ta to ma szczęście, że dostała sama pokój. Mało kto takie miał. Zwykle pokoje były dwuosobowe, a niektóre trzyosobowe. Weszłam do jej pokoju bez pukania. Perrie stała na balkonie i kończyła palić szluga. Jest chyba jedyną, która nie cyka się tego robić na pokojowym balkonie. Dyrektorka dobrze wie, że to robi, ale nic jej nie powie, ponieważ rodzice Edwards podobno są bogaci i dużo kasy wkładają w tą szkołę.
-Masz to zdjęcie? -spytałam się blondynki, która zamykała za sobą drzwi balkonowe.
-Jasne, patrz. -pokazała mi ekran swojego laptopa. Od razu wzięłam od niej komputer i przesłałam to zdjęcie na swój.
-To bierzemy się do pracy. -chytrze się uśmiechnęłam i wzięłam do pracy. Pierwsze co, to włączyłam program graficzny. Wymazałam ze zdjęcia Perrie i zamiast niej, podstawiłam tam jakiegoś chłopaka. Dokonałam jeszcze kilka poprawek, aby zdjęcie wyglądało wiarygodnie. Końcowy efekt był powalający. Zayn wyglądał, jakby całował się z chłopakiem. Pokazałam blondynce ekran, która otworzyła szeroko buzię ze zdziwienia.
-O mój Boże. Wygląda jakby naprawdę całował się z tym chłopakiem. -przyłożyła dłonie do ust z niedowierzania.
-Ma się ten talent. -zaczęłam przechwalać się moimi zdolnościami graficznymi. Nie takie rzeczy się robiło... Przerobienie takiego zdjęcia to pikuś.
-Ale co my z tym robimy? -spytała nadal nie rozumiejąc mojego pomysłu.
-Działa Ci ta drukarka? -wskazałam na urządzenie, które stało na parapecie, na co Perrie kiwnęła głową. Wydrukowałyśmy mnóstwo kopii tego zdjęcia.
-Jutro rano, zanim zaczną się zajęcia, musimy porozklejać te zdjęcia w całej szkole. -wytłumaczyłam dziewczynie, na co ona szeroko się uśmiechnęła.
-Zemsta będzie słodka. -wyszczerzyła się z satysfakcji.
-Aż Zayn się porzyga od tej słodkości. -dodałam, cicho się śmiejąc. Był to „szatański” śmiech. Czasami jestem podła dla ludzi, ale tylko wtedy, gdy zasłużą sobie na to. Zayn zasłużył.
-Właściwie to czemu ty chcesz się na nim zemścić? -spytała się blondyna.
-Po prostu go nie lubię. Nie ma szacunku do wielu osób, więc czemu mam być dla niego miła? -nie mogłam jej powiedzieć prawdziwego powodu. To sprawa między mną, a Zayn'em. Nikt nie musi wiedzieć. Nawet Zayn nie wie. Więc czemu Perrie miała wiedzieć?
-Charlie, nie sądzisz, że to będzie zbyt ryzykowne? W szkole są kamery, co jeśli ktoś dowie się, że to my? Będziemy miały przechlapane. -Pezz zaczęła się cykać.

-O nic się nie martw. Wszystko będzie dobrze. Musisz jutro darować sobie śniadanie. Jak wszyscy zaczną się zbierać na stołówce, spotykamy się w hallu. -powiedziałam do blondynki, gdy opuszczałam jej pokój. Już nie mogę się doczekać jutrzejszego poranka. Pierwszy raz mam tak dużą ochotę, obudzić się wcześnie rano, a to tylko z powodu zemsty na Maliku.



____________________

No to już mniej więcej wiecie jaka będzie zemsta, a szczegóły w następnym rozdziale! Tak wgl to cześć wam wszystkim! Co u was słychać? Jak wakacje? Ja siedzę w domu i kiszę się przed komputerem xD od czasu do czasu wychodzę na rower z koleżanką, jakieś tam sesje zdjęciowe umówione, ale w większości siedzę i się nudzę. Na szczęście na początku sierpnia jadę do Gdańska (nawet nie wyobrażacie się jak bardzo się cieszę z tego powodu!). No to w sumie tyle z tej notki będzie. Życzę wam udanych wakacji kochani (tak wiem, powinnam to napisać 2 tyg temu, ale zapomniałam xD)
To do następnego! <3

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

środa, 9 lipca 2014

Rozdział 4

11.09.13 ||Charlie|| 

Retrospekcja
Rok 2006
-Zayn, czemu oni się tak na mnie patrzą? Zrobiłam im coś? Jestem brudna? -wypytywałam bruneta, kiedy weszliśmy razem na stołówkę.
-Patrzą się tak na Ciebie, ponieważ jesteś wyjątkowa. Tylko na wyjątkowe osoby patrzy się tak, jak oni się patrzą na Ciebie i boją się odezwać, ponieważ wiedzą, że jesteś lepsza od nich. -odpowiedział mi przyjaciel, obejmując mnie ramieniem, aby dodać mi trochę otuchy.
-A ty? -spytałam po kilkusekundowej ciszy.
-Co ja? -nie wiedział co mam na myśli.
-Ty nie patrzysz się na mnie tak jak oni. Dla Ciebie nie jestem wyjątkowa? -spytałam ze smutkiem w głosie.
-Dla mnie jesteś wyjątkowa jeszcze bardziej niż dla nich. -jeszcze mocniej mnie przytulił.
-Ty mnie nie zostawisz nigdy, prawda? -spytałam z ogromną nadzieją.
-Nie Charlie. Nigdy Cię nie zostawię. Zawszę będę przy Tobie, aby bronić Cię przed tym okropnym światem. Jesteś taka delikatna. Ktoś w końcu musi Ci wskazać odpowiednią drogę, abyś nie zabłądziła. A jak nie ja, to kto? -szeroko się do mnie uśmiechnął, ukazując rząd śmiesznych ząbków z jeszcze śmieszniejszymi odstępami.
***

A jak nie ty, to nikt. Miał rację. Ktoś mi musiał wskazać drogę, abym nie zbłądziła, ale Zayn'a zabrakło wtedy, kiedy potrzebowałam kogoś, kto mi wskaże odpowiednią drogę. Zabłądziłam. Zgubiłam się we własnym życiu. I nawet nie mam ani jednej osoby, która pomogłaby się w nim odnaleźć. A Zayn? Czy on też się zgubił? Czy on też szukał drogi w używkach? Czemu pali?
Popchnęłam ciężkie metalowe drzwi i weszłam na stołówkę, gdzie o tej porze dnia było mnóstwo osób. Miałam wrażenie, że większość osób w tym pomieszczeniu lustruje każdy mój ruch i widzi każdy błąd. Czułam, jak ich wzrok przeszywał mnie na wylot. Czemu oni się tak na mnie patrzą? „Bo jesteś wyjątkowa.” - przypomina mi moja podświadomość, a mój wzrok od razu kieruje się na osobę Zayn'a. „Ale nie dla niego.” -dodaje po chwili mój irytujący głosik w myślach. Zacisnęłam mocno wargi, aby nie pokazać, że toczę wewnętrzną bitwę ze swoimi myślami, które powodują, że spadam w dół. To nasze własne myśli najbardziej nas niszczą. Za każdym razem kiedy widzę coś pozytywnego, moja podświadomość daje o sobie znać i musi mnie jeszcze bardziej dobić. Jeszcze raz spojrzałam się w stronę Zayn'a. Uśmiechał się. Miał nowych przyjaciół. To jasne, że już dawno zapomniał o Charlie Carter. Dla niego ta przyjaźń nic nie znaczyła. Nie to co dla mnie.
-Charlie, może usiądziesz z nami? -nagle koło mnie pojawił się Harry, tak jakby wyrósł z podłogi.
-Umm... -zawahałam się przemyślując wszystkie „za” i „przeciw” tej decyzji.
-No nie daj się prosić! -mówił z ogromnym z entuzjazmem.
-Tylko się nie podnieć. -powiedziałam ironicznie i poszłam za nim w stronę stolika, przy którym na moje nieszczęście siedział Zayn. Odkąd uświadomiłam sobie, że to TEN Zayn i moja podświadomość dała mi jasno do zrozumienia, że nic dla niego nie znaczę, wolałam go po prostu unikać. Skoro on zapomniał, ja również chcę to zrobić. Po prostu zapomnieć o tym, że kiedykolwiek go znałam. Jestem Charlie Parker, a nie Charlie Carter. Charlie Carter już nie istnieje.
-My się jeszcze nie poznaliśmy. -odezwał się do mnie ciemny blondyn z niebieskimi oczami, który wyglądał na przyjaznego. Siedział koło Eleanor i obejmował ją ramieniem, więc to pewnie Louis, jej chłopak, o którym trochę mi brunetka wczorajszego wieczora opowiadała.
-Jestem Charlie. -wyciągnęłam dłoń w jego stronę i delikatnie uśmiechnęłam. Nie zrobił mi jeszcze nic złego, więc chciałam być miła.
-Louis. -odpowiedział mi również uśmiechem. -Przypominasz mi kogoś. -dokładnie mi się przyjarzał, co było trochę krępujące. -Zresztą nieważne, to nie możliwe, żebyś miała coś wspólnego z tą osobą. -machnął wolną ręką i wrócił do dyskusji o czymś ze swoją dziewczyną. Czułam się tam trochę niezręcznie. Każdy z kimś rozmawiał, a ja siedziałam tam jak ostatni kołek. Nie miałam lepszego zajęcia od dłubania w makaronie z jakimś niedobrym sosie, który dali nam dzisiaj na obiad. Na prawdę był obrzydliwy, a biorąc pod uwagę to, że jestem wymagająca jeśli chodzi o jedzenie, sprawiał, że było to nie do zjedzenia. Stwierdziłam, że obędę się dzisiaj bez obiadu, chociaż w środku mój żołądek zwijał się w kłębek, ponieważ śniadania też nie zjadłam. Brawo dla mnie. Cóż, przynajmniej schudnę. Tyle dobrego. Rozejrzałam się po stołówce. Oprócz mnie tylko jedna dziewczyna siedziała sama. Właściwie to ja nie siedziałam sama, ale czułam się samotnie. Tą dziewczyną była blondynka z krwistoczerwonymi ustami. Dłubała w swoim talerzu tak samo jak ja.
-Czemu ta dziewczyna siedzi sama? -spytałam się Danielle, która siedziała obok mnie.
-Przez Zayn'a. -odpowiedziała mi, a ja poczułam jak każdy przy moim stoliku spojrzał się w naszą stronę.
-To nie moja wina, że zachowała się jak dziwka. -Mulat wzruszył ramionami, jak gdyby nigdy nic się nie stało.
-Jak możesz nazwać dziewczynę dziwką? -z trudem powstrzymałam się przed podniesieniem głosu na chłopaka. To było niedorzeczne, aby nazywać jakąkolwiek dziewczynę dziwką, nawet jeśli nią mogłaby być.
-Zdradziła go. -tym razem odezwał się Harry.
-I dlatego siedzi sama? -nie mogłam się powstrzymać przed dopytywaniem. Wiem, że gdyby ktoś mnie dopytywał o cokolwiek, zrobiłabym mu aferę o to, że nie jest to jego sprawa. No, ale ja to ja i mam zasadę „ja mogę, ty nie”.
-Nikt nie chce się z nią zadawać, bo Malik zrobił jej niezłą opinię. -Harry zaczął się śmiać ze swoich słów.
-Opinię? -nadal nie wiedziałam o co chodzi.
-Nikt nie chce się kolegować z dziewczyną, która jest dziwką. -wytłumaczył mi Zayn, tak jakby było to czymś normalnym.
-Nazywasz ją dziwką bo co? -to był szczyt wszystkiego, żeby bezpodstawnie nazywać tak kogokolwiek, a jeszcze gorsze było to, że te słowa wychodziły z ust Zayn'a.
-Całowała się z innym chłopakiem, kiedy była ze mną. -Mulat ponownie wzruszył ramionami.
-Żałosny jesteś. Zniszczyłeś jej życie tylko dlatego, że całowała się z kimś, kiedy była z tobą? Taka zdrada nie świadczy o tym, że jest dziwką. Właściwie to wiesz, co to znaczy być dziwką? Dziwka to osoba, która sprzedaje swoje ciało, która pieprzy się za pieniądze. Od jednego pocałunku daleko jej do dziwki. Mogę się założyć, że ty też nie byłeś wierny każdej dziewczynie. Mogłeś zachować się jeszcze gorzej niż ona. Mogłeś kogoś zranić jeszcze mocniej niż ona zraniła Ciebie, choć pewnie i tak to co zrobiła, zbytnio Cię nie ruszyło. -nie mogłam się powstrzymać przed wygarnięciem mu wszystkiego. Miałam do niego ogromny żal. Żal za to jak potraktował tą dziewczynę. Żal za to jak potraktował mnie. Oczywiście mówiąc, że zranił kogoś mocniej, niż ona jego, miałam na myśli mnie, to jak mnie wystawił, to jak o mnie zapomniał.
-Wyluzuj. Czemu jej tak bronisz? Znasz ją? -mówił to tak, jakby wcale go moje słowa nie ruszyły, a w dodatku chamsko się uśmiechał. Miałam ochotę przywalić mu w tą jego piękną twarzyczkę.
-Słowa i czyny mogą zranić człowieka, Zayn. Nawet jeśli nie jesteś świadomy niektórych rzeczy, mogłeś tym co zrobiłeś, zniszczyć komuś życie. -i mówiąc to, nie miałam na myśli tylko tej blondynki. Gdyby wtedy przyszedł, nasza przyjaźń by się nie skończyła. Może i bym wyjechała, ale on nadal by był w moim życiu. Nadal by mi pomagał i przede wszystkim nie pozwoliłby mi wpaść w to gówno, które mnie niszczy. To nie dragi mnie niszczą. Niszczy mnie brak Zayn'a.
-Jasne... Niech pójdzie i się potnie. -zaśmiał się ironicznie, co jeszcze bardziej mnie wkurzyło. Nie wiedział, jak bardzo tymi słowami mnie rani. To było jasne, że mówił o blondynce, ale ja odebrałam to, tak jakby powiedział to do mnie, jakby mi kazał iść się pociąć, a w mojej sytuacji, jest to bardzo czuły punkt. Nie zawahałam się ani chwili, aby wstać i złożyć na jego policzku siarczyste uderzenie prawej dłoni.
-Auu... -przyłożył dłoń do czerwonego miejsca na lewym policzku. -Uderzenie masz niezłe. -zaczął się cicho chichotać, jakby wcale się tym nie przejął. Co za dupek i cham! Nie zamierzałam siedzieć tam dłużej z bandą tych idiotów. Są egoistami i tyle. Każdy z nich. Nawet Eleanor i Danielle, które wydawały się w porządku. Żadna z nich nie zareagowała na słowa Zayn'a. Pozwoliły, aby wyzywał dziewczynę, która właściwie nic takiego nie zrobiła. Bo co to jest pocałunek? Taka zdrada, to nie zdrada. Dzieją się na świecie gorsze rzeczy, niż pocałowanie nie swojego chłopaka. Właściwie to mogę się założyć, że Malik też nie raz zdradził w taki sposób, jakąś dziewczynę i nie zdziwiłabym się, gdyby zdradził blondynkę. Wychodząc, zobaczyłam, że blondynka uważnie mi się przygląda. Zatrzymałam się i odwróciłam w jej stronę. Skoro każdy w szkole odwrócił się od niej i to właściwie bez konkretnego powodu, tylko przez słowa Malik'a, postanowiłam dotrzymać jej towarzystwa.
-Jestem Charlie. -wyciągnęłam w jej stronę dłoń, jednak ona mi nie odpowiedziała takim samym gestem, tylko uważnie mi się przyjrzała.
-Jeśli oni kazali Ci przyjść, aby pośmiać się ze mnie, to możesz już iść. -wskazała skinieniem głowy na stolik, gdzie siedziałam kilka minut temu i zaczęła pakować swoje książki, które leżały na okrągłym blacie.
-Nie, oni nie kazali mi przyjść. -od razu zaprzeczyłam jej przypuszczeniom.
-To po co tu przyszłaś? Nie sądzę, że chcesz się zadawać z dziewczyną, która jest według najpopularniejszych osób w szkole dziwką. -niemal powtórzyła słowa Zayn'a.
-Słuchaj, ja nie uważam, że jesteś dziwką. Zayn jest dupkiem i osądza Cię bezpodstawnie. -próbowałam ją przekonać do swojej osoby. Wiedziałam, że skoro każdy nazywa ją dziwką, to trudno jest jej zaufać przypadkowej, nieznanej osobie.
-Trudno uwierzyć, że przyszłaś tutaj, aby nawyzywać Zayn'a. -zrezygnowana ponownie usiadła na swoim krześle, a ja usiadłam tuż obok niej. Zauważyłam, że Malik przygląda się nam. Dobrze, że nie słyszał naszej rozmowy.
-Nie lubię go. Wiem, że zniszczył życie nie tylko Tobie. Chciałabym, żeby cierpiał równie mocno, jak osoby, które on zranił. -powiedziałam jej po cichu, bojąc się, że ktoś może usłyszeć.
-Kogo zranił? -spytała się podnosząc brwi. Wydawała się w porządku, potrafiła się stawiać, więc jest w miarę odpowiednią osobą, z którą mogłabym się zakolegować.
-Nie mogę Ci tego powiedzieć na razie. I radziłabym Ci trzymać język za zębami, jeśli chodzi o to co przed chwilą powiedziałam. -ostrzegłam ją. Malik nie mógł się dowiedzieć o moich planach. Początkowo chciałam po prostu nie zwracać na niego uwagi, ale kiedy zobaczyłam przed chwilą, jak się zachowuje, jak traktuje innych, stwierdziłam, że należy się zemsta za wszystko.
-Jasne, bo pójdę i rozgadam całej szkole. Nikt mnie nie lubi w tej szkole, więc na pewno mi uwierzą. -zaśmiała się ironicznie. Od razu wyczułam ironię w jej słowach, więc nie zamierzała nikomu powiedzieć.
-Ja Cię lubię. Wydajesz się być w porządku. Poza tym z bandy tych wszystkich idiotów, wydajesz się być najnormalniejsza. Jeśli chcesz, możemy się kolegować. Mogę Ci obiecać, że doprowadzimy do tego, że Malik jeszcze na kolanach będzie Cię za to przepraszał. -chytrze się do niej uśmiechnęłam, knując w myślach jak zemścić się na Mulacie.
-Zemsta będzie słodka. -uśmiechnęła się, wyciągając dłoń w moją stronę. -Perrie. -powiedziała swoje imię.


__________________

 Kolejny rozdział za nami :)
Nawet nie wiem co miałabym tu dzisiaj napisać...
Proszę tylko, abyście nie zrażali się na samym początku do Zayn'a. On nie jest wcale taki zły, jak widzi go Charlie :)

 I proszę was kolejny raz o komentarze, chcę wiedzieć kto czyta :)

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 3

11.09.13 ||Charlie||

Kto jest takim idiotą, aby budzić mnie o tak wczesnej porze? Na prawdę gratuluję odwagi tej osobie... Niechętnie wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Szybko zaciągnęłam na odsłonięte ramiona cienką bluzę i otworzyłam drzwi. Za nimi stał nie kto inny, jak Styles.
-Czy Ciebie do końca pojebało, że mnie obudziłeś? -krzyknęłam w stronę uśmiechniętego chłopaka.
-Spokojnie kochanie, złość piękności szkodzi. Przyszedłem pożyczyć od Ciebie prostownicę. -wyjaśnił mi, jeszcze szczerzej się uśmiechając.
-Po jaką cholerę jest Ci prostownica? -o tak wczesnej godzinie nic dla mnie nie było zrozumiałe.
-Przecież powiedziałaś mi, że jeśli wyprostuję włosy, przez dzień będziesz mogła być moją dziewczyną. -powiedział niemalże dumnie z tego powodu. Ugh, myślałam, że nie weźmie sobie tego na poważnie. Niechętnie podeszłam do mojej walizki, której jeszcze nie rozpakowałam i wyciągnęłam z niej urządzenie, po czym podałam je chłopakowi.
-Pomożesz mi? -spytał z nadzieją w głosie.
-Jak muszę... -odpowiedziałam niechętnie. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że nie ma Eleanor w pokoju.
-Gdzie jest Eleanor? -spytałam się Harr'ego, który podłączał prostownicę do kontaktu.
-Pewnie u Louis'a. Zawsze do niego przed śniadaniem chodzi. Właściwie to czemu ty jesteś jeszcze w pidżamie? Zaraz jest śniadanie. -Hazz dziwił się moim ubiorem. Spojrzałam się na zegarek i była 7:45.
-Przecież jest dopiero 7:45. O tej porze normalnie ludzie śpią. -mówiłam, próbując powstrzymać ziewanie. Tak bardzo chciało mi się spać.
-O ósmej jest śniadanie, a o dziewiątej zajęcia. Nikt już o tej porze nie śpi. -wytłumaczył mi spokojnie, a ja coraz bardziej nienawidziłam tej szkoły.
-Całe szczęście, że nie jem śniadań. -mruknęłam pod nosem i wzięłam się za prostowanie czupryny chłopaka. Było to naprawdę trudne! Gdy udało mi się wyprostować jego niesforne loki, z trudem powstrzymałam się od śmiechu.
-I jak? -spytał, próbując pójść do mojej łazienki i obejrzeć się w lustrze.
-Jesteś piękny, nie masz potrzeby oglądać się w lustrze kochanie. -próbowałam go wkręcić, co najwidoczniej mi się udało.
-Tak myślisz? -spytał z nadzieją w głosie.
-No jasne. -chciałam brzmieć jak najbardziej wiarygodnie. Uwielbiam wrabiać ludzi.
-Zaraz musimy iść na stołówkę. Radziłbym Ci się przebrać. -ponownie zwrócił uwagę na mój strój. Ugh, całkowicie zapomniałam, że jestem w pidżamie. Od razu rzuciłam się do walizki i zaczęłam w niej szukać jakiejś pary jeansów i mojej ulubionej szarej koszuli w kratkę. Gdy znalazłam wybrane ubrania, poszłam do łazienki trochę się ogarnąć. Ubrałam wybrany zestaw i doprowadziłam swój wygląd do porządku. Proste włosy zostawiłam rozpuszczone, a ślady po niewyspaniu zakryłam musem pod oczy. Zanim wyszłam z Harry'm na stołówkę, założyłam w pośpiechu granatowe vansy. Gdy tylko wyszliśmy z pokoju, Hazz złapał mnie za rękę. No tak, przecież dzisiaj jestem jego dziewczyną... Ale ja jestem głupia, że to wymyśliłam, choć z drugiej strony nie mogę się doczekać, aż Styles swoją fryzurą zrobi z siebie pośmiewisko przed całą szkołą. Harry zaprowadził mnie do stolika, gdzie siedzieli już jego znajomi.
-Pod żelazko wpadłeś? -Niall zadrwił z jego wyglądu.
-Dokładniej to pod prostownicę. -pochwalił się Styles. Najwidoczniej nie wyczuł sarkazmu blondyna.
-Po co to zrobiłeś? -tym razem pytanie zadał Mulat, który był chyba tak samo zaspany jak ja.
-Charlie mnie o to poprosiła. Powiedziała, że jeśli wyprostuję włosy, będzie moją dziewczyną. -wszystko im wypaplał, a ja miałam ochotę coś mu zrobić.
-On coś sobie ubzdurał. -próbowałam odkręcić jego słowa. Narobiłabym sobie niezłego obciachu, gdyby ktoś mnie z nim zobaczył...
-Przecież powiedziałaś, że... -próbował postawić na swoim, jednak nie dałam mu dojść do słowa.
-Nie przypominam sobie, żebym Ci coś mówiła. Przyszedłeś rano do mojego pokoju i chciałeś, żebym wyprostowała Ci włosy, więc to zrobiłam. -odpowiedziałam chłopakowi bez zbędnych emocji w głosie. Jego mina była bezcenna. Wiedział, że ze mną nie wygra.
-Charlie, nic nie jesz? -spytała się Eleanor, spoglądając na mój pusty talerz.
-Nie, nie jestem głodna. -szybko odpowiedziałam dziewczynie. Ona i Danielle wydawały się naprawdę w porządku osobami. Może nie miałam zamiaru wdawać się w żadne przyjaźnie, ale mogłam je bliżej poznać, przynajmniej dla nich zamierzałam być tutaj miła.
-Odchudzasz się? -Mulat dokładnie przyjrzał się mojej figurze, co bardzo mnie wkurzyło. Nie cierpię, gdy ktoś wspomina coś na temat mojego wyglądu.
-Nie sądzę, żeby powinno Cię to interesować. -rzuciłam w stronę chłopaka, po czym wstałam z krzesła i odeszłam od ich stolika. Od razu poszłam do pokoju. Spojrzałam się na dość spore lustro, które wisiało na ścianie w pokoju. Podciągnęłam bluzkę do góry i spojrzałam się na swój brzuch. Wolną ręką przejechałam po nim. Nie lubiłam go, tak samo bardzo jak moich ud i łydek. Nie lubiłam swojego wyglądu. Nic w nim mi się nie podobało. Za gruby brzuch, za grube uda i łydki, za długi nos, za duże usta, za jasna skóra, za bardzo pulchne policzki. Do ideału brakuje mi bardzo daleko. Nie chciałam o tym myśleć. Musiałam się czymś zająć. Do zajęć zostało jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam się rozpakować. Niezbyt równo ułożyłam ubrania w szafie, które były w większości w ciemnych kolorach. Może ona i tak mnie nie widzi, ale nie potrafiłam nosić kolorowych ubrań, mam jeszcze szacunek do własnej matki, właściwie to ona jest jedyną osobą, do której mam szacunek i w dodatku martwą. Ten ostatni wyraz wyjaśnia, czemu noszę ciemne rzeczy.
-Wszystko w porządku Charlie? -do pokoju weszła Eleanor, której nie chciałam w tym momencie widzieć, tak samo jak każdej innej osoby.
-Taa, jak najbardziej. -sztucznie się do niej uśmiechnęłam i zaczęłam wkładać potrzebne książki do torby. Może to dla innych wydawać się dziwne, ale lubię się uczyć. To bardzo się kontrastuje z moim stylem życia. Właściwie to niezupełnie lubię się uczyć. Wiedza łatwo wchodzi mi do głowy, a nad książkami nie siedzę za dużo. Może właśnie to jest powodem, że bez większych trudności dostaję trójki i czwórki,a pewnie gdybym się trochę pouczył miałabym szansę na piątki, ale cóż, mam ciekawsze rzeczy do robienia.
-W tym idziesz na zajęcia? -Eleanor zlustrowała mnie wzrokiem, gdy chciałam wyjść z pokoju.
-Tak, coś nie tak w moim ubiorze? -spytałam się ironicznie. Jakoś nigdy nikt nie czepiał się o moje ubrania. Starałam ubierać się modnie, aby nie robic z siebie pośmiewiska, więc nie rozumiałam jej zachowania.
-Nie, naprawdę podobają mi się twoje ubrania, ale w tej szkole na zajęcia trzeba nosić koszule i spódniczki. -wyjaśniła mi, dopinając ostatnie guziki swojej błękitnej, dokładnie wyprasowanej koszuli.
-Koszule mam, a spódniczki za nic nie założę. -cóż, może luźną koszulę też zaakceptują? A jeśli nie, to już ich problem. Spódnicy, nawet jeśli by mi grozili, nie założę.
-Oh, ok. -brunetka chyba nie chciała ze mną dyskutować, ale w sumie to dobrze. Gdyby zaczęła dalej się czepiać, pewnie nakrzyczałabym na nią, ponieważ irytuje mnie tego typu zachowanie. To moja sprawa jak wyglądam i nikt nie powinien zwracać na to uwagę.
Gdy weszłam do klasy, większość miejsc było już zajęte. Usiadłam w ostatniej, pustej ławce w rzędzie przy oknie. Wyjęłam książkę i zeszyt do matematyki. Akurat ten przedmiot miała prowadzić moja nowa wychowczyni. Miałam tylko nadzieję, że nie będzie to 50-letnia stara panna z kilkoma kotami, która wyładowuje swoją złość za nudne i nieudane życie na uczniach. Gdy zadzwonił dzwonek, niemalże wszystkie miejsca były pozajmowane. Jedynie koło mnie i koło innej dziewczyny było wolne. Przyjrzałam się jej. Miała blond włosy, które można by było podciągnąć pod platynę. Czerwień jej szminki bardzo kontrastowała się ze śnieżnobiałą koszulą. Była ładna, aczkolwiek według mnie miała za dużo makijażu. Bez problemu mogłam zauważyć, że miała cienką warstwę fluidu na całej twarzy mimo, że dziewczyna siedziała w rzędzie przy ścianie, a ja przy oknie. Ciekawiło mnie czemu siedzi sama. Miałam ochotę ją poznać. Przestałam się na nią patrzeć i zlustrowałam wzrokiem całą moją nową klasę. Wtedy zdałam sobie sprawę, że większość osób się patrzy w moją stronę i coś szepcze. Na bank mnie obgadywali. Dopiero, gdy jakaś kobieta, która zapewne była nauczycielką, weszła do klasy, zapanowała grobowa cisza. Wbrew moim wyobrażeniom, kobieta miała max 30 lat, nie mogła mieć więcej, chyba, że tak dobrze się trzyma. Rozejrzała się po klasie i zatrzymała swój wzrok na mnie.
-Witam was po weekendzie. Mam nadzieję, że miło go spędziliście. -odezwała się łagodnym głosem kobieta. -Na pewno zauważyliście, że mamy nową uczennicę w klasie. Charlotte, mogłabyś wstać i coś nam o sobie opowiedzieć? -kobieta delikatnie się do mnie uśmiechnęła, a ja niestety musiałam się podnieść. Krzesło wydało zdecydowanie za głośny dźwięk, gdy go odsuwałam. Wszystkie pary oczu w tej klasie, były zwrócone na mnie.
-Więc umm... jestem Charlie, mam 17 lat i jestem z Londynu. -opowiedziałam po krótce historię „mojego życia”.
-Coś więcej powiedz Charlie. Czym się interesujesz? -odezwała się kobieta, gdy chciałam już usiąść.
-Niczym się nie interesuję. -odpowiedziałam krótko nauczycielce, która wzrokiem przejechała po mojej osobie od góry do doły i zmarszczyła czoło.
-Czemu nie jesteś ubrana, jak inne uczennice? To, że jest to twój pierwszy dzień, nie znaczy, że nie musisz przestrzegać regulaminu. -niestety musiała zwrócić uwagę na mój ubiór. A było już tak pięknie...
-Przepraszam, zapomniałam wziąć z domu. Jak tylko wrócę do domu na weekend, wezmę ze sobą. -zrobiłam maślane oczka i wcisnęłam jej tani kit.
-W porządku, rozumiem. -najwidoczniej kobieta uwierzyła. -To teraz sprawdzę listę. -nauczycielka zajęła się sprawdzaniem listy. Czytała po kolei alfabetycznie nazwiska osób, których nawet nie znałam. -Zayn Malik. -wyczytała nazwisko, na które serce mi zamarło. Rozejrzałam się po klasie i zatrzymałam swój wzrok na Mulacie, który powiedział „obecny” przy tym nazwisku. Jak to możliwe, że to ON? I czy to w ogóle możliwe, że to TEN Zayn Malik? Że to MÓJ Zayn? Czy to inny Zayn Malik? Co ON tutaj robi? ON mieszkał w Bradford, więc jakim cudem znalazł się w jeszcze większej dziurze niż bradford 50 km od Londynu?
-Charlotte Parker? -z moich rozmyśleń wyrwał mnie donośny głos wychowawczyni.
-Słucham... to znaczy obecna. -po chwili się poprawiłam, gdy zdałam sobie sprawę, co ta kobieta właściwie ode mnie chce.
-Czemu nie uważasz na lekcji? -spytała się poważnym głosem.
-Przepraszam, zamyśliłam się. -próbowałam się jakoś wytłumaczyć. Ona jedynie skinęła głową i dalej wzięła się za sprawdzanie listy, a ja wróciłam do obserwowanie Mulata. Dużo rzeczy wskazywało na to, że jest to TEN Zayn. Kolor oczu – taki sam. Fryzura – taka sama, tylko, że nieco dłuższa. Uśmiech – taki sam. Kości policzkowe -takie same. Na i oczywiście imię i nazwisko również się zgadza. To musi być TEN Zayn. Pierwsze co mi przyszło na myśl, to jak teraz wyglądają jego zęby. Najbardziej utkwiło mi w pamięci to, że kiedy się poznaliśmy, miał śmieszne przerwy między zębami. Zawsze się z nich śmiałam, a potem on udawał obrażonego, choć naprawdę również się z nich śmiał. Zayn siedział z Liam'em, moim niby kuzynem. Szeptali coś między sobą, więc gdy otwierał usta, aby wypowiedzieć jakiś wyraz, mogłam zobaczyć jego zęby. Nie było tam śladu po śmiesznych przerwach. Zamiast nich był rządek prostych, śnieżnobiałych zębów. Jeszcze raz zlustrowałam wzrokiem jego osobę. W życiu nie pomyślałabym, że wyrośnie z niego taki przystojniak. Założę się, że nie jedna wzdycha na jego widok. No i na pewno jest łamaczem serc, co właściwie uświadomili mi jego koledzy przy pierwszym spotkaniu z Zayn'em. Nie należy chyba do najgrzeczniejszych osób. Bo kto grzeczny ma tatuaże i pali? To do niego nie podobne. Pamiętam, że uciekał od dymu tytoniowego i był przeciwny wszystkim używkom. Jak to możliwe, że mój Zayn jest teraz jaki jest? Trudno to pojąć. Dziwne, zawsze był grzecznym chłopcem. Przynajmniej zawsze w latach, kiedy go znałam... Właśnie, znałam... Co ja sobie myślę? Że teraz będzie wszystko między nami dobrze, jak gdyby nigdy nic się nie stało? Jakbyśmy się ostatnio widzieli wczoraj, a nie 6 lat temu? Jakby mnie nie wystawił? Nie. On nawet mnie nie poznał. Na pewno mnie nie poznał. Nie próbowałby mnie poderwać, gdyby wiedział, że ja jestem TĄ Charlie. Nawet jeśli celowo wtedy nie przyszedł, bo może miał dość przyjaźni ze mną, nie podrywałby mnie. Mieliśmy zasadę. Ale on nie wie, że jestem TĄ Charlie. Łamie ją nieświadomie. Ale ja jej nie złamię. Nigdy. Mam szacunek do tego co było między nami, nawet jeśli, że jestem jakąś tam Charlie Parker, a nie Charlie Carter, z którą się kiedyś przyjaźnił.


_______________
3 rozdział za nami, co o nim powiecie? Kochani, bardzo proszę was o komentarze. Jestem niemalże pewna, że czyta to opowiadanie więcej niż 2 osoby (obserwatorów jest 6!).

Więc tak duuużo komentarzy - rozdział o kilka dni wcześniej niż w rozpisce po lewo :)

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 2

 10.09.13 ||Charlie||

Idąc we wskazane przez Eleanor miejsce stwierdziłam, że może nie będzie tak źle jak zakładałam. Przypuszczałam, że będą tu same kujony, które nie wiedzą co to dobra zabwa. Jeśli dla dziewczyn, które dotychczas poznałam używki są tolerowane, więc może nie są takie sztywne. No może ta Danielle... Ale Eleanor wyglądała na całkiem wyluzowaną. Może rzeczywiście powinnam się z nimi zakolegować. Przynajmniej na razie, dopóki nie poznam reszty uczniów. W najgorszym wypadku zostanę sama, ale to nic nowego. Gdy byłam kilka metrów od tego skosu, czy jak to tam Eleanor nazwała, zobaczyłam kilku chłopaków. Stali do mnie tyłem i o czymś rozmawiali. Jakoś nie bardzo chciało mi się do nich podchodzić. Odpaliłam szluga i postanowiłam obojętnie przejść obok nich, szukając innego miejsca, gdzie nie będzie nikogo. W duchu modliłam się, aby żaden z nich się nie odwrócił i mnie nie zobaczył. Wiedziałam, że jest tam przynajmniej dwóch chłopaków, których już widziałam. Chłopak z lokami i brunet, który naprawdę przypominał mi JEGO. Na moje nieszczęście Mulat nagle się odwrócił i posłał mi dziwny uśmiech.
-Cześć księżniczko. -odezwał się w moją stronę, a jego koledzy momentalnie się odwrócili.
-Odpowiedziałabym Ci „cześć książę” czy coś takiego, ale nie zasługujesz na to miano. -odpowiedziałam ironicznie i usłyszałam dość głośne „uuu” ze strony jego kolegów.
-Charlie, mogłabyś być milsza. -odezwał się ciemny blondyn, na co ja się skrzywiłam.
-Skąd znasz moje imię? -spytałam od niechcenia.
-Jestem twoim kuzynem. -wyjaśnił, a ja zaśmiałam się cicho.
-Ah tak, kuzynem. -powtórzyłam jego słowa. -Lucas? Dobrze pamiętam? -droczyłam się z nim, chociaż wiedziałam, jak miał naprawdę na imię.
-Liam. -poprawił mnie.
-Ah tak. Cudownie. Jak mogłam o tym zapomnieć? -spytałam się ironicznie. -Serio nie obchodzi mnie, jak masz na imię. -ponownie pokazałam mu jak bardzo mnie on obchodzi.
-Wujek Noah wie, że palisz? -zadał takie głupie pytanie. Nie mogłam się powstrzymać, przed wybuchnięciem śmiechem.
-Wie. -odpowiedziałam szybko, a oczy Liam'a zrobiły się jak piłeczki od pin-ponga.
-Pozwala Ci na to? -zadawał kolejne pytania.
-Ty serio myślisz, że chcę z Tobą rozmawiać? -zaśmiałam się ironicznie. -Jak widzisz pozwala, skoro palę. -odpowiedziałam i sięgnęłam po kolejnego papierosa. Z kieszeni od spodni wyciągnęłam zapalniczkę i próbowałam podpalić papierosa, jednak nie udało mi się to. Cholera! Akurat teraz musiał mi się skończyć gaz? Zrezygnowana wrzuciłam zapalniczkę do jeziorka.
-Masz. -Mulat wyciągnął w moją stronę dłoń, na której leżała zapalniczka. Chwilę się wahałam, jednak ostatecznie wzięłam ją i podpaliłam szluga, po czym się zaciągnęłam.
-A dziękuję? -spytał ten sam chłopak. Spojrzałam się na niego i wypuściłam cały dym, który trzymałam w płucach na jego twarz. -Nie ma za co... -powiedział cicho i zaczął ręką odganiać dym.
-Więc masz na imię Charlie? -tym razem odezwał się chłopak z lokami.
-Taa... -potwierdziłam jego pytanie.
-Jestem Harry. -wyciągnął w moją stronę dłoń, której nie zamierzałam dotknąć.
-Mało mnie to obchodzi. -powiedziałam obojętnie i ponownie zaciągnęłam się dymem, który uspokajał mój organizm.
-Jesteś z Londynu? -zadał kolejne pytanie. Był wścibski. Wkurzał mnie. Nie zamierzałam mu odpowiadać.
-Jest z Londynu. -Liam odpowiedział za mnie. Posłałam mu mordercze spojrzenie. Czemu on musi wtrącać się w nie swoje sprawy?
-Nie Ciebie pytał. -zwróciłam się oschłym tonem do „kuzyna”.
-Znasz Gemme Styles? -Harry kontynuował pytania. Zdziwiłam się, gdy powiedział imię i nazwisko mojej najlepszej przyjaciółki.
-Tak, a ty? -momentalnie się zaciekawiłam jego osobą. Skoro kojarzył jak się nazywa, to musi mieć z nią coś wspólnego.
-To moja siostra. -odpowiedział dumnie i się do mnie uśmiechnął. Chłopaki przysłuchiwali się naszej rozmowie.
-Serio? -zdziwiłam się i zaczęłam szukać między nimi podobieństw. Rzeczywiście mogli być rodzeństwem. Gemma ma taki sam kształt twarzy i dołeczki w policzkach.
-Tak i Ciebie też znam. -szeroko się do mnie uśmiechnął. Nie powiem, dołeczki w jego policzkach były naprawdę seksowne.
-Tak? Skąd? -zdziwiłam się trochę. Zauważyłam na sobie wzrok Mulata. Jakoś nie przepadałam za nim szczególnie, więc kokieteryjnymi ruchami podeszłam do Harr'ego i stanęłam dosłownie kilka centymetrów przed nim.
-Nie pamiętasz? -spytał dość pewnym siebie głosem.
-Nie pamiętam. -odpowiedziałam podobnym tonem, jak on.
-Dwa tygodnie temu Gemma robiła domówkę. Też nie pamiętasz? -przysunął się bliżej, tak, że stykaliśmy się klatkami piersiowymi.
-To pamiętam. -kątem oka spojrzałam się w bok. Mulat lustrował mnie wzrokiem, Liam stał ze skrzyżowanymi rękoma, a dwóch innych chłopaków po prostu się na nas patrzyło.
-I mnie nie pamiętasz? -to raczej było stwierdzenie niż pytanie.
-No nie bardzo. -pewnie mu odpowiedziałam.
-A cokolwiek pamiętasz? -zadał kolejne pytanie.
-Pamiętam, że założyłam się z Gemmą, że sama wypiję 3/4 szkockiej. -szepnęłam mu na ucho. Zobaczyłam jak się uśmiecha na moje słowa.
-To Ci przypomnę. Po tym jak wygrałaś zakład, Gemma kazała mi Cię pilnować. Siedzieliśmy w moim pokoju i mi ciągle gadałaś o jakimś chłopaku, z którym kiedyś się przyjaźniłaś. Potem Cię pocieszałem i stwierdziłaś, że mógłbym być Twoim chłopakiem. Jeszcze się całowaliśmy i chciałaś mój numer, więc Ci go dałem. Obiecałaś, że zadzwonisz, albo napiszesz następnego dnia. -zaczął mi wszystko po kolei tłumaczyć. To teraz już wiem co robiłam na tamtej imprezie. Przez ostatnie dwa tygodnie zastanawiałam się co robiłam po tym, jak wygrałam zakład. Ciągle męczyłam Gemmę, ale ona nic nie wiedziała.
-Coś oprócz całowania robiliśmy? -spytałam lekko przestraszona. Na prawdę nic nie pamiętałam, a po alkoholu mogłam zrobić coś głupiego.
-Nie, tylko się całowaliśmy. -odpowiedział dumny ze swojego czynu Styles.
-To dobrze. -wysiliłam się na ironiczny uśmiech.
-Dobrze? -odezwał się zdziwiony Liam. -Przelizałaś się z chłopakiem, którego nie znałaś i mówisz, że dobrze? -niemalże na mnie wrzeszczał. Zachowywał się, jakby był moim ojcem. Choć w sumie nie... Nie mam pojęcia, jak powinien zachowywać się mój ojciec. Nigdy go nie poznałam.
-Jezu, wyluzuj stary. -krzywo się na niego spojrzałam. Zachowywał się dziwnie. -Mówisz tak, jakbyś nigdy pod wpływem alkoholu nie pocałował żadnej laski. -powiedziałam ironicznie w jego stronę.
-On nie pije alkoholu. -odezwał się blondyn, którego imienia nie znałam. -Poza tym jest wierny swojej dziewczynie Danielle.
-Danielle jest jego dziewczyną? -spytałam, a każdy z nich pokiwał głową. -Serio jej współczuję.
-Harry? Oprowadzisz mnie po szkole? -sztucznie się do niego uśmiechnęłam.
-Jasne, a dasz mi swój numer? -spytał z nadzieją w głosie.
-Nie, bo dasz temu tam. -wskazałam na Mulata, który cały czas się na mnie patrzył.
-I tak go zdobędę. -odezwał się Mulat. Matko, ale jego głos był pociągający! W sumie chłopcy w tej szkole nie są tacy źli. Są przystojni. Nawet bardzo przystojni. Przynajmniej tyle dobrego.
-Idziemy Charlie? -spytał się Harry, a ja oderwałam wzrok od Mulata.
-Jasne. -złapałam Styles'a za rękę i poszłam z nim w stronę budynku. Wkurzał mnie ten chłopak, ale chciałam wykorzystać to, że jest bratem Gemmy. Harry jest szczerze mówiąc trochę naiwny. Ale w sumie to dobrze. Ciągle mi o czymś opowiadał i ekscytował się tym, jak wspaniale się ze mną całowało. Oh, niech się nie podnieci za bardzo. Nie on pierwszy i nie ostatni.
-To możemy być razem? -zadał dość nietypowe pytanie.
-Czemu takie pytanie? -zdziwiłam się trochę.
-Chodzimy za rękę po szkole. Całowaliśmy się. Dlatego tak pytam. -wyjaśnił mi, a ja zaczęłam się głośno śmiać.
-Nie Harry. Nie możemy być razem. Ja się nie bawię w związki i randki. To jest żałosne. -wyśmiałam go. Nigdy nie czułam nic do żadnego chłopaka i nigdy nic nie poczuję. Oczywiście, że miałam wielu chłopaków, ale żadnego z nich nie traktowałam na poważnie. Co z tego, że się z nimi całowałam? W moich relacjach z chłopakami nie ma żadnych uczuć. Bo po co je komuś? Nie wierzę w miłość. Kiedyś może istniała, ale w dzisiejszych czasach jest po prostu przereklamowana. Ludzie nadużywają słów „kocham Cię”. Zazwyczaj nawet nie wiedzą co one dokładnie znaczą. Co to znaczyć kochać? To nie tylko być z kimś w związku, chodzić za rękę, całować się, czy inne tego typu rzeczy. Kochać to dość skomplikowane pojęcie, które jest dla mnie nie zrozumiałe, ale nawet nie chcę go rozumieć. Miłość nie jest mi potrzebna do szczęścia. Wystarczy kilka buchów i mam dobry humor, więc po co komu miłość?
-Nigdy nie miałaś chłopaka? -spytał zaskoczony Styles.
-Miałam, ale to było bezsensu. Jedyne co mogłabym Ci zaoferować to związek bez zobowiązań, bez żadnych uczuć, ale nie zrobię tego, bo jesteś bratem Gemmy. -rzuciłam obojętnie w jego stronę. Może i był przystojny, ale nie do końca w moim stylu. Wyglądał raczej na takiego pewnego siebie podrywacza, który w rzeczywistości jest tchórzem. Wolałam typowo niegrzecznych chłopców, którzy nikogo nie udają. Oczywiście fajnie jak potrafi być miły i dobry dla świata, ale ma też tą swoją ciemną stronę, do której mnie ciągnie. Ten Mulat zdecydowanie wyglądał na właśnie takiego chłopaka. Trudno mi powiedzieć czemu. Może to przez jego tatuaże, które zauważyłam dzięki podwiniętej koszuli, a może przez kilkudniowy zarost, bądź przez to, że palił. Po prostu był pociągający, ale nie chciałam dać mu tego od razu poznać po sobie. Niech się trochę pomęczy.
-Co ma Gemma z tym wspólnego? -lekko był zdziwiony moją odpowiedzią.
-Oh, to przecież moja przyjaciółka. Opowiadała mi, jak było Ci się trudno pozbierać, kiedy jakaś dziewczyna z tobą zerwała. Chciała znaleźć tą dziewczynę i coś jej zrobić, więc związek ze mną jest zbyt ryzykowny dla Ciebie i dla mnie. -wyjaśniłam mu, wciąż z brakiem zainteresowania jego osobą.
-A co jeśli bym chciał spróbować? Gemma nie musi o niczym wiedzieć. -oh, ale on jest uparty i naiwny. Czy nadal nie zauważył, że nudzi mnie jego obecność i w grzeczny sposób chcę go spławić? Powinien się cieszyć, że nie powiem mu od razu „odwal się”.
-Harry, błagam Cię, daj mi już spokój. Po prostu nie jesteś w moim typie, ok? -moja grzeczność w końcu musiała się skończyć, ponieważ irytacja jego osobą wzięła górę.
-To jaki jest twój typ chłopaka? Mogę się zmienić. -ten chłopak chyba nie potrafi odpuścić. Ugh, jest taki irytujący.
-Nawet jeśli zmieniłbyś się, nigdy nie byłbyś moim typem chłopaka. -chciałam jak najszybciej się go pozbyć. Pokazał mi to co chciałam zobaczyć, więc nie jest mi już potrzebny.
-No weź, powiedz przynajmniej. -wciąż się upierał przy swoim.
-Ok, jak wyprostujesz jutro włosy, przez dzień będę twoją dziewczyną. -nagle wpadłam na przekomiczny pomysł. Próbowałam wyobrazić sobie Styles'a w prostych włosach, co w mojej głowie wyglądało bardzo śmiesznie. Chciałam dowiedzieć się, jakby naprawdę wyglądał, a bycie jego dziewczyną przez dzień, mogło być dobrą ku sprawdzeniu tego okazją.
-Masz prostownicę? -dało się usłyszeć, że nie bardzo podoba mu się pomysł prostych włosów, jednak był zdeterminowany.
-Oczywiście. -posłałam mu podły, szeroki uśmiech. Już nie mogę się doczekać, aż zobaczę Styles'a w prostych włosach. Gemma nie uwierzy, że go do tego namówiłam!


 __________________
Witam was z drugim rozdziałem! :) Od razu mówię, że rozdziały będę się pojawiać nie częściej niż co dwa tygodnie. Wiecie, mało wolnego czasu, dwa opowiadanie, jeszcze zwiastunownia... zdecydowanie za dużo wzięłam na siebie, ale nie mogę teraz zostawić żadnej z tych rzeczy..
To do następnego! <3

Komentarz=szacunek i motywacja dla autora!

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 1

10.09.13 ||Charlie||
-Charlotte! Pośpiesz się! -dobiegł do mnie irytujący głos Noah mojego... ojczyma? Sama nie wiem kim on dla mnie teraz jest. Dopóki mama żyła, mogłam nazywać go moim ojczymem, ale teraz już raczej nie, choć jest on jedyną osobą, która ma niestety prawo do opieki nade mną. Właściwie to nie ważne kim dla mnie jest. I tak zawsze mówiłam do niego po imieniu i zawsze mówić będę. Powolnie zniosłam walizki z piętra i wpakowałam je do samochodu. Nawet nie raczył mi pomóc... Wsiadłam na miejsce pasażera i włączyłam radio, które Noah od razu wyłączył.
-Co jest? -spytałam lekko wkurzona jego zachowaniem. Właśnie miałam ochotę posłuchać mojej ulubionej muzyki, a on wyłączył mi radio.
-Dobrze wiesz, że nie lubię muzyki, jaką ty preferujesz. Głowa mnie od tego boli. -zaczął się nad sobą użalać, a ja tylko ironicznie prychnęłam pod nosem. Zbyt bardzo byłam zmęczona wczorajszą imprezą, aby kłócić się z nim o taką rzecz, jaką jest radio. Wyjęłam z torby słuchawki i podłączyłam je do mojego telefonu. Włączyłam Green Day'a – American Idiots i zaczęłam rytmicznie stukać w szybę. Noah to przeszkadzało, posłał mi wrogie spojrzenie, chcąc mi powiedzieć, abym przestała jednak zignorowałam to. Średnio mnie obchodziło co mu przeszkadza, a co nie. W tej chwili miałam potrzebę stukania w szybę, więc to robiłam. Sama nie wiem kiedy usnęłam. To wszystko przez zbyt małą ilość snu tej nocy. Obudziło mnie lekkie potrząśnięcie za ramię. Powolnie podniosłam powieki. Rozejrzałam się dookoła. Staliśmy na parkingu przed jakimś budynkiem, który wyglądał jak XIX wieczny zamek, choć wiem i tak, że był budowany maks 50 lat temu.
-Jesteśmy na miejscu. -głos Noah przerwał moją ocenę budynku.
-Wspaniale. -odpowiedziałam ironicznie. Serio nie chciałam tam iść. Tu, czy tam? Co za różnica? I tak to nic nie zmieni.
-Nie bój się. Pierwsze dni zawsze są najgorsze. Napewno szybko się zaklimatyzujesz. -Noah zaczął swoją przemowę.
-Nie boję się. -szybko stwierdziłam. -Cały ten pomysł ze szkołą z internatem jest naprawdę głupi. Ty serio myślisz, że to coś da? -spytałam retorycznie, a on tylko lekko się skrzywił.
-To bardzo dobra szkoła. Jest tu wysoki poziom i bardzo duża dyscyplina. Idealna szkoła dla Ciebie. -po kilku sekundach ciszy doczekałam się odpowiedzi na pytanie, na które nie oczekiwałam odezwu.
-Taa, a skąd ty to możesz wiedzieć? -zadałam kolejne ironiczne i retoryczne pytanie.
-Ciocia Karen mi mówiła zalety tej szkoły. Jej syn Liam, twój kuzyn tutaj chodzi. Obiecał, że oprowadzi Cie po szkole i zapozna ze swoimi znajomymi. -kontynuował swoje opowieści, które całkowicie mnie nie interesowały. Jasne ciocia Karen... Ciocia Karen swoją drogą... Zapomniał dodać, że jego nowa laska, czyli 35-letnia dyrektorka tej szkoły dla snobów mu ją poleciła.
-Po pierwsze to nie jest mój kuzyn. Nie jestem ani trochę z nim spokrewniona. Po drugie nawet nie wiem jak on wygląda. Widziałam go ostatnio trzy lata temu. Na pewno się zmienił. Zresztą on mnie też raczej nie pozna. Po trzecie nie wydaje mi się, żebym chciała zapoznać się z jego znajomymi. Na pewno są tak samo sztywni jak on. Cały swój wolny czas poświęcają na książki, zamiast na dobrą zabawę. -jak zwykle zaczęłam wytykać moje uwagi.
-Może czytanie jest dla nich dobrą zabawą? -zauważył Noah, a ja kolejny raz ironicznie prychnęłam pod nosem.
-Rzeczywiście dobrą. -zaczęłam sarkastycznie chichotać. Jak czytanie może być dla kogoś dobrą zabawą? Dla mnie to największa męka!
-To co, gotowa? -spytał mnie Noah, przeczesując swoje już gdzieniegdzie siwe włosy. Facet po czterdziestce, więc co się dziwić?
-Nie i nigdy nie będę. -odpowiedziałam cicho bardziej sobie niż jemu. Wyszłam z samochodu i wyciągnęłam z bagażnika dwie walizki na kółkach. Noah nawet nie zaproponował mi pomocy, ale nie zrobił tego pewnie dlatego, że wiedział, że i tak bym jej nie przyjęła. Jedyne co zrobił to otworzył mi drzwi frontowe do tej cholernej szkoły. Na prawdę wysłanie mnie do tej szkoły wydawało mi się bez sensu, to tylko wyrzucanie kasy w błoto, ale to nie ja płacę, więc to już nie mój problem. On naprawdę myśli, że się zmienię? Że stanę się milsza? Że przestanę imprezować? Że przestanę palić? Jeśli tak, to się grubo myli. Nie zamierzam się zmieniać, przynajmniej na lepsze.
-Ty musisz być Charlotte! -już w samych drzwiach naskoczyła na mnie mniej więcej 35 letnia kobieta. Jak na jej wiek była całkiem przyzwoicie ubrana, jednak trochę sztywno. Ale czego ja się mogłam spodziewać? Przecież to szokła dla snobów!
-Taa... -odparłam niechętnie. Kobieta szeroko się do mnie uśmiechała. Jej nienaturalny uśmiech podkreślała purpurowa szminka. Pamiętam, że ten kolor zawsze używała moja świętej pamięci babcia. Jestem tutaj kilka minut i już nienawidzę tego miejsca.
-Miło mi Cię poznać Charlotte, jestem... -zaczęła mówić, jednak jej przerwałam.
-Charlie. Nie używam swojego pełnego imienia. -poprawiłam kobietę, a ona skinęła tylko głową.
-A więc Charlie. -zaczęła ponownie. -Nazywam się Amanda Smith, jestem dyrektorką tej szkoły. -przedstawiła się i zaczęła opowiadać mi historię tego budynku. To było takie nudne... Oparłam się o blat od portierni i udawałam, że ją słucham. Tak naprawdę ją ignorowałam.
-Jesteś pewnie zmęczona podróżą. Twój pokój ma numer 49. Jest na drugim piętrze w części B. -w końcu skończyła swoją opowieść i powiedziała mi gdzie jest mój pokój, na co tak długo czekałam. Skinęłam jej głową w ramach podziękowania i chwyciłam rączki obu walizek, wcześniej mówiąc do Noah ciche „cześć”. Nie zamierzałam się z nim jakoś specjalnie żegnać. To nie w moim stylu. Tak samo jak mówienie takich słów jak „dziękuję”, „przepraszam”, „proszę”. Po co komu kultura.
-Przepraszam, nie zauważyłem Cię. -usłyszałam głos jakiegoś chłopaka i poczułam ciężar na sobie. To on na mnie wpadł, przewrócił mnie i razem wylądowaliśmy na podłodze. Musiało to dziwnie wyglądać...
-Taa, jasne. -mruknęłam pod nosem. -Na przyszłość patrz pod nogi, albo nie, lepiej przed siebie, żebyś nie staranował nikogo po drodze. Najlepiej będzie, jak kupisz sobie okulary czy coś. -nie mogłam się powstrzymać przed jakąś ciętą ripostą. Należało mu się! Przez niego boli mnie teraz noga. I tyłek w sumie też...
-Przepraszam. To naprawdę niechcący. -zaczął ponownie się tłumaczyć, a ja przeniosłam na niego wzrok. Kruczo czarne włosy postawione do góry, brązowe oczy i ciemna karnacja. Przypominał mi JEGO, ale to przecież niemożliwe, żeby to był ON. -Może w zamian pomogę Ci zanieść walizki do pokoju? -zaproponował, pokazując szereg śnieżno białych zębów.
-Nie ma takiej potrzeby. -chytrze się do niego uśmiechnęłam.
-To może wymienimy się numerami? Tak w razie, gdybyś się zgubiła, czy coś potrzebowała? -zarzucił kolejną propozycją, a ja tylko popatrzyłam się na niego jak na idiotę.
-Chcesz mój numer? -spytałam sarkastycznie, krzywo na niego patrząc. -Jak go będziesz już miał, to mi powiedz. No to powodzenia. -dodałam ironicznie i złapałam za rączki walizki, po czym odeszłam od niego. Chciał mój numer. Niedoczekanie. Byłam już kilka metrów dalej od jego osoby, gdy usłyszałam głosy kilku innych chłopaków.
-Uuu, stary! To pierwsza laska, która dała Ci kosza. -odwróciłam się w ich stronę. Stał tam Mulat, który na mnie wpadł, jakiś blondyn, który wypowiedział to zdanie i chłopak z burzą loków na głowie. Zmierzyłam ich wszystkich wzrokiem. Nie wyglądali na kujonów, a snobów tym bardziej. Jeśli mnie wzrok nie myli to ten Mulat miał kilka tatuaży, zarówno jak chłopak z lokami. Nie wydawali się zbytnio grzecznymi osobami. Po wypowiedzi loczka, mogę stwierdzić, że ten Mulat jest kobieciarzem, skoro żadna mu nie dała kosza. No chyba, że byłam pierwszą, którą próbował poderwać, ale to raczej nierealne. Część B, drugie piętro, pokój 49. Z trudem go odnalazłam. Uświadomiłam sobie, że nie dostałam od niego kluczyka, więc pewnie nie mieszkam tam sama. Ale czego ja się mogłam spodziewać? Oby tylko nie była sztywna, choć w sumie to lepiej jakby cały czas siedziała w książkach. Przynajmniej nie wtrącałaby się do moich spraw. Weszłam do pokoju i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Dwa jednoosobowe łóżka, dwa biurka, jedna duża szafa z wieszakami, jedna nawet spora komoda, przy łóżkach stoliki nocne, lampki, dalej drzwi, które zapewne prowadzą do łazienki, dwa okna i jedno pewnie od balkonu. Super. Nawet nie zauważyłam, że na jednym łóżku siedzi jakaś dziewczyna.
-Cześć, jestem Eleanor. Mamy razem pokój. -odezwała się dość śmiałym tonem. Dopiero wtedy przeniosłam swój wzrok na jej osoby. Miała brązowe, lekko kręcone włosy, niebieskie oczy i oliwkową cerę. Mimo, że siedziała, mogłam stwierdzić, że jest szczupła. Jak ja bym chciała mieć taką figurę jak ona!
-Taa... jestem Charlie. -przedstawiłam się niechętnie i podeszłam z walizkami do swojego łóżka.
-W szafie jest dużo miejsca. Możesz się rozpakować. -kontynuowała rozmowę ze mną, na co ja nie miałam ochoty.
-Super. -odpowiedziałam sarkastycznie, po czym ukucnęłam przy walizce. Nie zamierzałam się rozpakowywać. Wyciągnęłam z niej jedynie paczkę fajek i wyszłam z nią na balkon. Z kieszeni od jeansów wyciągnęłam zapalniczkę. Włożyłam jednego papierosa do ust, po czym go podpaliłam. W końcu zaciągnęłam się dymem. Tak bardzo mi tego brakowało! Noah doskonale wiedział, że palę, jednak nie pozwalał mi tego robić w jego obecności. Teraz go tu nie ma, a ja mogę robić sobie co tylko mi się podoba.
-Co ty robisz?! -usłyszałam krzyk Eleanor która gdy tylko poczuła zapach dymu, wbiegła na balkon, gdzie próbowałam spokojnie zapalić.
-Wyluzuj, to tylko dym. Nic Ci się nie stanie. -odpowiedziałam jej obojętnie. Z czego ona robi taką aferę?
-Nie pal tutaj. Chcesz, żeby wywalili Cię po pierwszym dniu? Przez Ciebie mogę mieć problemy. Jak chcesz palić, to pal na skosie. -zaczęła mnie pouczać. Taa, bo na pewno się jej posłucham.
-Co to jest skos? -spytałam tym moim ironicznym tonem. Chyba nie potrafiłam inaczej się odzywać.
-To takie miejsce, jakieś dwieście metrów od budynku nad jeziorkiem. Każdy tam pali. Nie ma żadnego ryzyka. -zaczęła mi wyjaśniać, a ja tylko wzruszyłam ramionami i zaciągnęłam się ostatni raz, po czym zgasiłam papierosa.
-Palisz? -spytałam podejrzliwie. Nie wyglądała na taką. Raczej wydawała mi się dobrze wychowaną i ułożoną dziewczynką z dobrej rodziny.
-Czasami. -odpowiedziała zawstydzona. Czego tu się wstydzić? -Mój chłopak trochę częściej ode mnie pali, a jego przyjaciel nałogowo. -wyjaśniła mi powoli, jakby bała się, że ktoś usłyszy.
-Też tutaj są? -spytałam bardziej od niechcenia. Tak naprawdę nie obchodził mnie jej chłopak i jego przyjaciel. Nikt mnie nie obchodził.
-Tak, są ze mną w jednej klasie. A ty jakie zajęcia rozszerzone wybrałaś? Jeśli mamy razem pokój, to na pewno jesteś w równoległej do mojej klasie. Pewnie będziemy miały razem lekcje. -dopytywała się.
-Umm... -na chwilę się zamyśliłam, próbując przypomnieć sobie co zaznaczałam w papierach. -Muzyka, angielski, matma i geografia. -po chwili jej odpowiedziałam.
-Ja też mam rozszerzony angielski, matmę i geografię, jedynie zamiast muzyki taniec. Harry i nasz bad boy mają te same przedmioty co ty, więc z nimi zawsze będziesz miała zajęcia, a ze mną prawie zawsze. -znowu się rozgadała. Na prawdę mnie to nie obchodziło, kto ma ze mną zajęcia. I tak nie ma szans na przyjaźń z nimi. No chyba, że z tym kolesiem co pali nałogowo. Muszę go poznać i wypytać skąd bierze fajki. Mam przy sobie 3, czy 4 paczki, a to nie starczy mi na cały miesiąc. Taa, raz w miesiącu wracam do Noah na weekend. Super.
-El! -usłyszałam krzyk jakiejś innej dziewczyny. Razem z Eleanor odwróciłyśmy się w stronę skąd dochodził głos. Dziewczyna chyba nie zauważyła, że jestem w tym pokoju. -Nie uwierzysz! Jakaś dziewczyna spławiła Zen'a! -ekscytowała się, jednak jej mina znacznie się zmieniła, gdy mnie zobaczyła.
-Kim jest Zen? -odezwałam się w jej stronę. Miałam wrażenie, że bała się mi odpowiedzieć.
-Umm... to taki chłopak z tej szkoły. -odpowiedziała niepewnie.
-Jak wygląda? -dopytywałam. Byłam niemalże pewna, że mówiła o sytuacji zaistniałej kilkanaście minut temu między mną, a tamtym chłopakiem.
-Wysoki brunet, brązowe oczy i ciemna karnacja. -odpowiedziała, jakby mówiła jakąś regułkę. Wtedy już byłam pewna, że mówi o tym samym chłopaku, który na mnie wpadł. Więc ma na imię Zan? Co za żałosne imię...
-Jego podryw jest naprawdę bardzo tandetny. Oklepane teksty, nic nowego. Mógłby użyć trochę oryginalności. -powiedziałam sarkastycznie. -Jak masz na imię? -spytałam dziewczyny. Była również brunetką, jednak ta miała brązowe oczy.
-Danielle. -odpowiedziała niepewnie. Chyba rzeczywiście się mnie bała, ale do takich sytuacji jestem już przyzwyczajona. W innych szkołach też te grzeczne dziewczynki wolały mnie dla własnego dobra unikać. Bo w końcu kto chce mieć do czynienia z osobą, która pali, a zaproszenia na dobrą imprezę nigdy nie odmówi?
-Więc gdzie jest ten skos? -tym razem spytałam się niebieskookiej.
-Jak wyjdziesz z budynku, skręcasz w prawo, idziesz jakieś dwieście metrów i tam jest takie małe jeziorko, to właśnie tam. -wyjaśniła mi dziewczyna. Była o wiele pewniejsza swoich słów, niż jej koleżanka.
-Spoko. -odpowiedziałam jej w ramach podziękowań, czy czegoś takiego.
-Chłopaki tam teraz poszli. -odezwała się Danielle. Posłałam jej przenikliwe spojrzenie i miałam wrażenie, że w tamtym momencie pożałowała swoich słów.
-I co z tego? -spytałam retorycznie. -Przecież nic im nie zrobię. -to chyba dziwnie zabrzmiało, jakbym była niebezpieczna, czy coś.


_______________________
Prawie bym zapomniała go dodać dzisiaj...
no, ale jest :)
Mam do was jedną malutką prośbę. Jeden z moich blogów - More Than Famous został nominowany do bloga miesiąca Maj. Jeśli wam się podoba ten blog, to moglibyście oddać na niego głos? Byłabym bardzo wdzięczna, to wiele dla mnie znaczy! Tutaj macie link do sondy http://sonda.hanzo.pl/sondy,226931,95rY.html  :)

Mam nadzieję, że oprócz mojego głosu, pojawią się również inne :)
Cóż, następny rozdział dopiero za dwa tygodnie :)
Do następnego! <3